Serwis korzysta z plików Cookies w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. dowiedz się więcej » Nie pokazuj mi więcej tego powiadomienia
18.08.2017

… znowu nie posadziliśmy sadu…

Szkółka ARNO

Szkółka ARNO

Elegijnego nastroju – sugerowanego brzmieniem tytułu – nie spodziewałem się – jechałem do Lewiczyna, zwabiony napomknięciem Ryszarda Nowakowskiego o powrocie śliwy do szkółki ARNO, poszerzeniem asortymentu o malinę… A tu w upalne lipcowe południe zrobiło się mocno wspominkowo, nie bez kozery zresztą… Anna i Ryszard doliczyli się, że to jest ich trzydziesty sezon szkółkarski.
To nie tak miało być -
zaczyna Ryszard odpowiedź na pytanie, jak to się wszystko zaczęło. A więc było to tak: - Jak się pobieraliśmy, nasi tatusiowie zgodnie ustalili, że będziemy sadownikami – no, ewentualnie może jakąś szklarnię postawimy – to zajęcie też uznawali za dobrze rokujące. Ale po zimie 86/87 sprawa się skomplikowała – zrobił się run na materiał szkółkarski, ten podrożał, kupić nie bardzo się dawało. Postanowiliśmy zrobić sobie drzewka sami. Co tam mieliśmy zainwestowaliśmy w podkładki, przygotowaliśmy u mojego ojca kawałek ziemi i tak posadziliśmy pierwszą naszą szkółkę. Drzewka wyszły nam bardzo ładne. Nabywcy na nie znaleźli się sami, a my znowu nie posadziliśmy sadu. I tak już trzydzieści lat nam zeszło…

Rodzinne początki w szkółce: Anna, Łukasz, Ryszard i Mateusz Nowakowscy

A dużo tych swoich drzewek „straciliście”?
- Nooo… teraz to się na to patrzy inaczej. Jak zaczynaliśmy, w naszym regionie szkółki były liczne, między sadami wykorzystywany był każdy kawałek ziemi, produkowano po kilka tysięcy drzewek. My też tak pracowaliśmy, ale po czterech sezonach doszliśmy do 80 tysięcy drzewek – tu Ryszard dumnie pręży się na wspomnienie - i przestraszyli się komu to wszystko sprzedamy? – Poszło bez problemu, ale zaczął się w szkółkarstwie kryzys 1990-91 i w następnych sezonach utrzymywaliśmy produkcję w granicach 30 tysięcy sztuk. W tych latach już szkółka z 15-20 tysiącami drzewek pozwalała utrzymać rodzinę. Naszą szkółką i dziećmi zajmowała się głównie Ania, a ja – kontynuuje Ryszard – zajmowałem się jeszcze jakimiś innymi sprawami.

A z tego miał być własny sad...

W połowie lat dziewięćdziesiątych rynek sadowniczy nam się ustabilizował i trzeba było podjąć jakąś decyzję – sadzimy w końcu jakiś sad? Bierzemy się poważnie za szkółki? Czy jeszcze cos innego? –Przez chwilę myśleliśmy poważnie o sadzie gruszowym – był nawet taki „program gruszowy” prowadzony przez TRSK – przypomina sobie Ryszard, a Anna przytakuje – nawet ziemię już mieliśmy przygotowaną pod te grusze. Kiedy jednak zdaliśmy sobie sprawę, że przecież sad to zupełnie inny rytm pracy, inny park maszynowy – to całkiem inna bajka! – odpuściliśmy sobie ostatecznie i pozostaliśmy przy szkółkach. W 1995 r. udało nam się kupić własną ziemię, w trzy lata później wydzierżawić ziemie po byłym PGR-ze, a niedługo potem – zanim zdążyliśmy przenieść tam szkółki – udało się wygrać przetarg na podobny obiekt, ale znacznie bliżej gospodarstwa w Lewiczynie i tam, w Rykałach, rozwinąć produkcję szkółkarską. Skoczyła ona do poziomu 350-400 tys. drzewek.

To jak to z tym parkiem maszynowym, pracą, rytmem było?
Jeszcze przed posadzeniem pierwszej szkółki zainwestowałem w nóż Kundego i sekator Felco 8 – za całe 20 USD! Pracowaliśmy jak chyba wszyscy Gerlachami, ale szybko przeszliśmy na zachodnie. Chociaż – z nutą sentymentu podkreśla gospodarz – mieliśmy też u siebie nasze noże firmy Melcher z Żychlina. Bardzo dobrze nam się nimi pracowało – były robione z jakiejś chirurgicznej stali czy czegoś takiego – raz nawet spotkałem się z panem Melcherem, potem gdzieś się firma przeniosła, straciłem kontakt, ale wspomnienie noży pozostało. W tych latach okulizacja to był problem nie tylko noży – nie dało się normalnie kupić porządnych pasków foliowych… Kombinowaliśmy, cięliśmy jakieś odpady opakowaniowe… A okulizowaliśmy już tylko na przystawkę – tak nas nauczył jeszcze na III roku dr. Bolesław Czarnecki – o metodzie „T” tylko nam wspomniał. 

Ten artykuł możesz odsłuchać w całości w bezpłatnej aplikacji na smartfony - AUDIO SAD, w której to lektor czyta dla Ciebie tekst. Aplikację na system Android można pobrać ze sklepu Play, a na system iOS z App Store.

Metoda na przystawkę była uważana za mniej wydajną?
- Tak, ale to szybko minęło. Ani na SGGW, ani potem najmując się do okulizacji nie pracowaliśmy metodą na literę „T”. I wyniki były całkiem dobre – para okulizujący z wiązaczem robi dziennie 4-5 tys. drzewek. To już żaden rekord, ot - dobry poziom. Ja robiłem (wiązała Ania) około 2,5 tysiąca – deklaruje Ryszard – ale okulizowałem tylko kilka sezonów, potem organizacja pracy była ważniejsza, a okulizacją zajęły się najmowane ekipy.

Tylko na przystawkę!



Komentarze

(0 komentarz(y))
Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Zgłoś nadużycie

Dziękujemy za wysłanie zgłoszenia

Zamknij
Groot Groen

Najpopularniejsze

Kalendarz wydarzeń

„Szkółkarstwo” na smartfonie i tablecie POMS 2016

Tagi

created by openform
Ogrodinfo.pl to portal ogrodniczy dla każdego producenta owoców, warzyw i roślin ozdobnych. Plantatorzy znajdą tu wskazówki na temat uprawy, nawożenia i ochrony roślin oraz ogólne informacje z zakresu ogrodnictwa. Ogrodinfo.pl to również portal sadowniczy oraz serwis informacyjny dla właścicieli szkółek i upraw pod osłonami; to sadownictwo, warzywnictwo i kwiaciarstwo bez tajemnic.

Polityka prywatności