Dokumentacja koniecznie w języku polskim

27 marca prezydent podpisał Ustawę o środkach ochrony roślin, uchwaloną przez Sejm 8 marca. Ten akt prawny reguluje zasady wprowadzania środków ochrony roślin do obrotu oraz kwestie związane z ich stosowaniem; wdraża ponadto unijne przepisy do polskiego prawa. W ustawie znalazły się zapisy, które będą mieć poważny wpływ na rynek środków ochrony roślin i już dziś budzą wątpliwości.

Jednym z nich jest art. 4 ustawy, w którym czytamy, że „… Wnioski w sprawach: 1) zatwierdzania substancji czynnych, sejfnerów i synergetyków przedkłada się w języku polskim lub w języku polskim i w języku angielskim”.

Z pytaniem, jak należy ocenić ustawowy wymóg przedkładania dokumentacji koniecznie w jezyku polskim zwróciliśmy się do osób i instytucji bezpośrednio tym tematem zainteresowanych, w tym wiodących producentów środków ochrony roślin.

Publikujemy odpowiedź, jaką otrzymaliśmy od przedstawicielki firmy Syngenta:

 
Izabela Wawerek, Dyrektor do Spraw Korporacyjnych, Polska i Kraje Bałtyckie, Syngenta:
Do ustawy z 8 marca 2013 r. o środkach ochrony roślin mam 3 poważne zastrzeżenia:
1/ Najbardziej kontrowersyjnym przepisem jest obowiązek składania dokumentacji substancji czynnej i dokumentacji środka ochrony roślin w języku polskim (lub w języku polskim i angielskim), o którym stanowi art. 4) oraz obowiązek sporządzania ocen i uwag w języku polskim lub w języku polskim i angielskim przez upoważnione jednostki oceniające (art.9).

Obowiązek przedstawiania dokumentacji w języku polskim skutecznie wykluczy Polskę z procesu zatwierdzania substancji czynnych i  rejestracji strefowej środków ochrony roślin. Problem dotyczył będzie także środków obecnie dostępnych na rynku, ponieważ każde odnowienie rejestracji będzie wymagało złożenia dokumentacji w języku polskim. Przygotowanie tłumaczenia, pomijając kilkumilionowe koszty, to kilkumiesięczna praca dla tłumaczy-ekspertów zajmujących się różnymi dziedzinami nauki, np. toksykologia, fizykochemia, rolnictwo, etc.

Warto podkreślić, że od ponad 10 lat polskie jednostki oceniające pracują wyłącznie na dokumentacji przygotowanej w języku angielskim, tak samo proces rejestracji wygląda w pozostałych 26 państwach członkowskich Unii Europejskiej. Obowiązek przedkładania dokumentacji w języku narodowym kilka lat temu rozważała Francja, jednak po krótkiej ocenie skutków takiego wymogu wycofała się z tej propozycji ze względu na ogromne koszty związane z tłumaczeniem oraz ze względu na brak chętnych (biur tłumaczeń), którzy podjęliby się zadania przetłumaczenia kilkudziesięciu tysięcy stron dokumentacji technicznej.

W bardzo optymistycznych wyliczeniach przyjmuje się bowiem, że dokumentacja jednej substancji czynnej to ok. 50 tysięcy stron a w przypadku środka ochrony roślin (najprostszego, jednoskładnikowego) to ok. 30 tysięcy stron.

W niedługim czasie skutki tych przepisów odczują rolnicy, którzy zostaną pozbawieni podstawowych środków produkcji, tj. środków ochrony roślin.

Z przepisami w obecnym kształcie nie należy też liczyć, że Polska będzie w najbliższym czasie krajem oceniającym dla substancji czynnej czy dla środka ochrony roślin.

Warto podkreślić, że wymóg składania dokumentacji w języku polskim jest wyjątkiem  – takiego obowiązku nie ma zarówno w przypadku leków, jak również środków biobójczych (gdzie często wykorzystywane są te same substancje czynne co w przypadku środków ochrony roślin), ani w przypadku pozostałych produktów chemicznych.

Przywoływane w trakcie prac parlamentarnych argumenty dotyczące braku zgodności z konstytucją przepisów, które zezwalałyby na przyjmowanie dokumentacji wyłącznie w języku angielskim są bezpodstawne. Bezwarunkowe i bezrefleksyjne (a za takie należy uznać przepisy art. 4, 7 i 9 ustawy o śor w zakresie przedkładanej dokumentacji) przepisy nakazujące tłumaczenie kilkudziesięciu tysięcy stron dokumentacji technicznej, stanowiącej załączniki do wniosku o rejestrację należy raczej uznać za sprzeczne z Ustawą Zasadniczą – a w szczególności z art. 31 ust. 3 odnoszącym się do zasady proporcjonalności.

2/ Kolejnym kontrowersyjnym przepisem jest skład Komisji Rejestracyjnej – do tej pory było Komisja była organem doradczym złożonym z ekspertów mogących merytorycznie wypowiedzieć się na tematy podlegające ocenie/opinii Komisji. Nowa ustawa rozszerza skład komisji o przedstawicieli organizacji społecznych, i tak na 7 członków Komisji tylko 3 będzie ekspertami z dziedziny środowiska, zdrowia i rolnictwa. Należy się zatem spodziewać, że dyskusje pozamerytoryczne będą towarzyszyły każdemu spotkaniu tego organu – jak to wpłynie na wydawanie zezwoleń? Odpowiedź jest jedna – na pewno niekorzystnie.

3/ Poważnym błędem ustawodawcy było również wykreślenie z projektu ustawy możliwości przedłużenia ważności śor znajdującego się w obrocie. Do czasu obowiązywania obecnej ustawy o ochronie roślin możliwe było, w przypadku produktu znajdującego się w obrocie  posiadacz tego produktu (dystrybutor, sklep czy też rolnik) mógł zwrócić się do specjalistycznego laboratorium (IOR w Sośnicowicach) z prośbą o wykonanie badania czy dany produkt nadaje się do użytku. Jeżeli analiza potwierdzała przydatność produktu laboratorium mogło wydać przedłużenie ważności środka o maksimum rok. W tym momencie produkt, dla którego minął termin ważności staje się odpadem niebezpiecznym a w gruncie rzeczy jest pełnowartościowym produktem. Termin ważności środka ochrony roślin nie ma takiego znaczenia jak to ma miejsce w przypadku produktów spożywczych, np. jogurtu, sera czy chleba.

Oprac. mp

Related Posts

None found

Poprzedni artykułRosjanie skupują akcje Azotów
Następny artykułSzparagi o połowę droższe niż w ubiegłym roku

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz treść komentarza
Wpisz swoje imię

ZGODA NA PRZETWARZANIE DANYCH OSOBOWYCH *

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany, podajesz go wyłącznie do wiadomości redakcji. Nie udostępnimy go osobom trzecim. Nie wysyłamy spamu. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem*.