DOBRE POMYSŁY TO ICH SPECJALNOŚĆ

    Ewa i Andrzej Kowalscy (fot. 1) z Chotycz niedaleko Siedlec pierwsze kwiaty anturium sprzedali w 1987 roku. Wcześniej specjalizowali się w produkcji warzyw szklarniowych. Należą do współtwórców Klubu Producentów Anturium, w którego zarządzie pan Andrzej zasiada kolejną kadencję.


    Fot. 1. Ewa i Andrzej Kowalscy na swojej plantacji



    Usytuowanie szklarni

    Kiedy z rodzimej Lubelszczyzny przenieśli się do Chotycz i — przy wsparciu kredytowym — w 1979 roku postawili szklarnię o powierzchni 2000 m2, było to wówczas największe gospodarstwo tego typu w województwie bialskopodlaskim, a oni okazali się tam najmłodszymi kredytobiorcami. Pożyczkę bankową udało się uzyskać, gdyż w tym rejonie nie istniał jeszcze zakład produkujący pod osłonami świeże warzywa. Młodzi producenci zaczęli więc od pomidorów, ogórków oraz sałaty i odnieśli sukces. Jedną z przyczyn powodzenia było, w następstwie lektury „Hasła Ogrodniczego”, nowatorskie w owym czasie usytuowanie szklarni wobec stron świata — dłuższym bokiem w kierunku południowym — i ustawienie zagonów w poprzek cieplarni. W efekcie, pomidory — dzięki dobremu oświetleniu roślin — dały plon owoców wcześniej i stały się konkurencyjnym produktem na rynku warszawskim.


    Przygoda z anturium


    Właśnie rynek stołeczny i stosunkowo duża odległość od niego, przy ograniczonym popycie na kwiaty w okolicach Sied­lec, zadecydował o wyborze anturium jako rośliny perspektywicznej, gdy w drugiej połowie lat osiemdziesiątych E. A. Ko­walscy zmieniali specjalizację z warzyw na rośliny ozdobne. Wiadomo było, że aby — bez straty jakości — kwiaty mogły pokonywać 30-kilometrową odleg­łość z Chotycz do stolicy, musiały wyróżniać się dob­rą, genetycznie uwarunkowaną trwałością. Najpierw ogrodnicy ci stawiali więc na skrzydłokwiaty lub storczyki, ale — po zobaczeniu anturium na giełdzie w Warszawie — zdecydowali się na tę właśnie roślinę.


    Początkowo uprawiali ją tylko na powierzchni 600 m2, by dopiero w 1994 roku podwoić ten areał. Wiedzę opartą na własnych doświadczeniach nabywanych przy produkcji anturium (np. wyeliminowanie niepowodzeń wywoływanych przez zbyt intensywne światło i za małą wilgotność powietrza) pogłębiali podróżując do Holandii. Właśnie potrzeba zagranicznych kontaktów — między innymi z firmą dostarczającą materiału wyjściowego — skłoniła ich do nauki języka angielskiego. Dziś są jednymi z niewielu polskich producentów, którzy bez pośredników komunikują się z holenderskimi dostawcami i doradcami.


    Niebanalne podłoże


    Kolejnym dobrym pomysłem okazało się zastąpienie podłoża korowego szlaką — produktem, który jako odpad z własnej kotłowni miałowej mieli pod ręką. Rezyg­nacja z kory była następstwem coraz powszechniejszego rozwoju opieńki w tym podłożu, co zresztą stało się utrapieniem wszystkich używających tego surowca krajowych producentów anturium. Ewa i Andrzej Kowalscy zaczęli więc szukać produktu, na którym grzyb nie mógłby się rozwijać, a tym samym ograniczać wzrostu i rozwoju rośliny uprawnej. Szlaka jako materiał nieorganiczny, hydrofobowy spełniła to zadanie. Najpierw dosypywano jej do kory w miejscach, gdzie występował grzyb, a wreszcie zupełnie zastąpiono nią korę. Początki — trwających kilka lat — eksperymentów z nowym podłożem, w którym podstawę nawożenia stanowiły nawozy o spowolnionym działaniu, były obiecujące: „Mieliśmy największe kwiaty na warszawskiej giełdzie” — wspomina pan Andrzej.


    Zasadowy odczyn szlaki (pH 7,5) powodował jednak, że trzeba ją było zakwaszać specjalną pożywką. W miejsce tego podłoża, początkowo tylko jako wierzchnią warstwę, wprowadzono zatem keramzyt. Nowy produkt przyniósł tym razem kłopoty z utrzymaniem wysokiej wilgotnoś­ci podłoża i powietrza w obiekcie, a zarazem z zapewnieniem właści­wych warunków uprawy anturium. Aby rozwiązać ten problem, między innymi, użyto w nietypowy sposób węży kroplujących, podwieszając je nad przejściami i pomiędzy zago­nami. Od połowy lat dziewięćdzie­siątych minionego wieku, po krótkim okresie prób z mieszaniną piasku ze żwirem, E. A. Kowalscy sadzą rośliny do pianki polifenolowej, a ostatnio — także do perlitu.


    Zagęszczenie roślin


    W 1994 r. postawili nowy tunel foliowy Richela o powierzchni 2000 m2 i posadzili tam kilka odmian, ze znaczną przewagą 'Tropicala’ — w dużym zagęszczeniu, mniej więcej 2 razy gęściej niż koledzy uprawiający anturium. „To był strzał w dziesiątkę” — oceniają dziś. Pojawiło się bowiem zapotrzebowanie na tańszy towar, o kwiatostanach i poch­wach mniejszych niż dotychczasowe. „Jednocześnie z 2000 m2 otrzymywaliśmy plon tak wysoki, jak inni z 4000 m2” — dodają. Do dziś uprawiają anturium w znacznym zagęszczeniu (fot. 2, 3) sadząc obecnie rośliny do koryt styropianowych typu W (fot. 4, czyt. też HO 8/2004). Na powierzchni podłoża ułożone są linie kroplujące. System dolnego zraszania umieszczony jest jednak dość wysoko — końcówki zraszające znajdują się około 20 cm nad podłożem (fot. 5). Funkcjonuje też górny system nawilżania powietrza — w tym przypadku używa się wyłącznie wody deszczowej.



    Fot. 2. Producenci z Chotycz sadzą anturium gęsto




    Fot. 3. Odmiana 'Monet’ w typowym dla tego gospodarstwa zagęszczeniu — widok z góry



    Obok nowoczesnego tunelu, stanęła na początku bieżącej dekady szklarnia Venlo, o łącznej powierzchni 6000 m2 (w sumie areał uprawy anturium wynosi dziś ponad 1 ha). Wszystkie obiekty ogrzewane są nadal miałem, choć zainstalowano też piec c.o. opalany olejem lekkim, uruchamiany podczas dużych mrozów jako dodatkowe źródło energii. Z tego drugiego paliwa korzysta się również wtedy, gdy okresowo tanieje, i ogranicza się wówczas zużycie miału.


    Odmianowe i handlowe dylematy


    W uprawie jest 30 odmian, podczas gdy kilka lat temu było ich zaledwie 5. Zdaniem E. i A. Kowalskich, hodowcy wprowadzają co roku zbyt dużo nowości na rynek, co odbija się niekorzystnie na opłacalności produkcji i jakości towaru. Ogrodnicy ci bazują więc na sprawdzonych odmianach.
    W każdym sezonie kupują jednak nowy materiał wyjściowy, częściowo dla sprawdzenia wybranych nowości, a częściowo dla uzupełnienia dotychczasowych nasadzeń. Zmienia się zarazem dobór kolorów produkowanych w Chotyczach odmian — kiedyś 75% stanowiły czerwone, których dziś jest tylko 30% (głównie 'Tropical’). Wśród dobrych kreacji wymieniają takie, jak 'Baron’ (fot. 4), którego uprawiają 6. rok i chwalą go za wielkość pochew, plenność i trwałość kwiatów ciętych, sięgającą 5 tygodni, czy 'Pistache’, o zielonych pochwach bardzo dobrej trwałości. Za obiecującą nowość uważają, na przykład, 'Tropic Night’ (fot. 6), przypominającą pod względem barwy 'Choco’ (fot. 7), ale o lepszych od tej ostatniej cechach jakościowych — dłuższej szypule, poziomo ułożonej pochwie. Nie sprawdziły się natomiast na naszym rynku drobnokwiatowe odmiany z grupy Maxima, za które nie udaje się uzyskać przyzwoitych cen. Polscy klienci nie zaakceptowali też jasnoróżowej odmiany 'Cheers’, a więc — choć dobra w produkcji — musi być z niej wycofana.



    Fot. 4. Rośliny uprawiane w styropianowych korytach wypełnionych pianką polifenolową (tu: odmiana 'Baron’)




    Fot. 5. Zagon z podłożem perlitowym — widoczne linie kroplujące oraz stosunkowo wysoko umieszczone końcówki zraszające




    Fot. 6. 'Tropic Night’ — jedna z nowych odmian, podobna do




    Fot. 7. 'Choco’, cenionej — między innymi — za oryginalny kolor pochew


    Kwiaty cięte anturium, pakowane w rękawy foliowe (fot. 8), trafiają z Chotycz na dwie warszawskie giełdy — przy ul. Bakalarskiej i w Broniszach. Ewę i Andrzeja Kowalskich martwi jednak zastój panujący na tej drugiej giełdzie i brak rozwiązania, które umożliwiłoby prowadzenie kwiaciarskiego handlu hurtowego w stolicy na jednym tylko rynku. Ich zdaniem, obecny stan wpływa niekorzystnie na ceny kwiatów uzyskiwane przez producentów nie tylko w stolicy, ale i w całym kraju. Optymiz­mem napawa natomiast tych ogrodników fakt, że mają następcę. Otóż syn Andrzej, na razie licealista, wybiera się na studia ogrodnicze, z zamiarem podjęcia, po ich ukończeniu, pracy w rodzinnym gospodarstwie. Tymczasem są wdzięczni za pomoc mamie pani Ewy, Adeli, która włącza się w codzienne prace i przyczynia się do sprawnego funkcjonowania firmy.



    Fot. 8. Kwiaty cięte przygotowane do spedycji

    Related Posts

    None found

    Poprzedni artykułGLORIOZA WRACA DO ŁASK
    Następny artykułRÓŻE POD WULKANEM

    ZOSTAW ODPOWIEDŹ

    Wpisz treść komentarza
    Wpisz swoje imię

    ZGODA NA PRZETWARZANIE DANYCH OSOBOWYCH *

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany, podajesz go wyłącznie do wiadomości redakcji. Nie udostępnimy go osobom trzecim. Nie wysyłamy spamu. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem*.