Ekologicznie nie znaczy byle jak

W naszym społeczeństwie utarło się przekonanie, że na plantacji ekologicznej nic nie trzeba robić, a jeśli się coś zrobi, to tylko na okoliczność wizyty inspektora jednostki certyfikującej, która ma miejsce raz w roku.

Gdy nie będzie poważniejszych uwag zapisanych przez inspektora w protokole lustracji, to dotacja z tytułu posiadania zarejestrowanej ekologicznej plantacji, łąki, pastwiska czy innej uprawy polowej będzie przyznana. Z takim podejściem należy walczyć i odbierać dofinasowanie tym, którzy tak myślą, bo nigdy nie nauczymy się porządku i przestrzegania obowiązującego prawa.

Ekologia
Ekologia to „filozofia”, to szczególna metoda produkcji, której zasady powinny być przestrzegane od początku do końca. Wysoka wydajność z hektara, jako jedyny wyznacznik efektywności, wcale nie musi oznaczać, że działamy właściwie. Taki efekt możemy osiągnąć w uprawie z intensywnym nawożeniem mineralnym, ale nie oznacza to, że będzie tak też w uprawie ekologicznej. Generalnie chcemy uzyskać plony na przyzwoitym poziomie, ale jednocześnie nie poczynić szkody w ekosystemie gleby, środowisku i zdrowiu człowieka.
 
Należy liczyć się z tym, że ograniczając dewastację środowiska, jednocześnie uzyskujemy niższy plon niż w produkcji konwencjonalnej, co tylko częściowo jest rekompensowane dotacjami państwa (a często nawet nie pokrywają one strat ponoszonych z tego tytułu).

Chwała tym, którzy przestrzegają zasad produkcji ekologicznej i w ramach obowiązujących przepisów starają się ją doskonalić (fot. 1–3). Na tle tych pozytywnych przykładów pod hasłem „produkcja ekologiczna” widoczna jest, niestety, także grupa osób, którzy zgłaszają do jednostek certyfikujących duże obszary ziemi i deklarują, że będą to uprawy ekologiczne. Rzeczywistość pokazuje, że chodzi im nie tyle o produkcję, ile o dopłaty do uprawy ekologicznej. Wydaje się więc, że w ustawie „o ekologii” jest poważny błąd.

Fot. 2. Glebogryzarka uchylna doskonale eliminuje zachwaszczenie w rzędzie drzew

Fot. 3. Efekt pracy uchylnej glebogryzarki

Ten akt prawny kładzie głównie nacisk na technologie produkcji, a zapomina się o tym, że wyznacznikiem celowości upraw ekologicznych powinien być także plon, przynajmniej ustalona minimalna jego granica z danej powierzchni (fot. 4, 5).

Fot. 4. Owoce odpornej na parcha jabłoni odmiany ‘Free Redstar’ uprawianej w sadzie ekologicznym

Fot. 5. Owoce odmiany ‘Topaz’ z właściwie prowadzonego sadu ekologicznego

Jeśli taki przepis obowiązywałby zainteresowanych, to wykazywaliby oni więcej troski niż dotychczas o plantacje ekologiczne. Chodzi m.in. o agrotechnikę i ochronę roślin przed chorobami i szkodnikami za pomocą środków do tego celu dozwolonych. Skandalem jest, gdy mamy do czynienia z plantacją krzewów jagodowych czy sadem, w których chwasty są większe od uprawianych roślin (fot. 6), gdyż kosi się je tylko raz w roku – przed wizytą inspektora jednostki certyfikującej. Właściciela takiego gospodarstwa trudno nazwać producentem produktów ekologicznych. Dobrym tego przykładem jest „skandal z orzechem włoskim”, gdzie za setki hektarów, na których rosły często tylko siewki z rozrzuconych nasion, uzyskiwano dotacje jedynie z tytułu istnienia tych urągających agrotechnice plantacji nieprzynoszących ich właścicielom przez lata żadnych plonów.

Fot. 6. Z tak prowadzonego sadu ekologicznego nie można się spodziewać żadnych plonów ani efektów ekonomicznych. Dopłaty do takich sadów ekologicznych są ponurą rzeczywistością

Aby w przyszłości podobne sytuacje nie miały miejsca, produkcja ekologiczna nie może być synonimem bylejakości. Należy obok przestrzegania zasad technologii ekologicznej produkcji zwrócić także uwagę na wydajność danej plantacji, bo to problem nie tylko osób luźno związanych z ziemią, ale i państwa, które praktycznie płaci im za nic.

Produkcja integrowana i wyższy jej stopień restrykcyjności – produkcja ekologiczna, w której praktycznie nie używa się środków chemicznych, ma uzasadnione podstawy bytu wbrew temu, co mówią o niej zwolennicy lobby chemicznego. Według mnie, produkty ekologiczne w miarę upływu czasu i zmiany nastawienia do nich konsumentów będą zdobywać należną im pozycję z pożytkiem dla środowiska i zdrowia człowieka.

Prof. dr hab. Zygmunt S. Grzyb
Instytut Ogrodnictwa w Skierniewicach

Artykuł pochodzi z numeru 11/2013 MPS „Sad”

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz treść komentarza
Wpisz swoje imię

ZGODA NA PRZETWARZANIE DANYCH OSOBOWYCH *

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany, podajesz go wyłącznie do wiadomości redakcji. Nie udostępnimy go osobom trzecim. Nie wysyłamy spamu. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem*.