Małe kraje – duże problemy (sadownicze)

Chociaż Austria i Słowenia nie należą do sadowniczych potęg, nawet regionalnych, produkcja owoców daje tam utrzymanie tysiącom rodzin i ma duże znaczenie dla tamtejszego rolnictwa. Radzenie sobie z klimatem, rosnącymi wymaganiami odbiorców i spadającymi wskutek konkurencji silniejszych producentów (także Polski) cenami – to główne problemy sadowników austriackich i słoweńskich.

Pod koniec czerwca, dzięki zaproszeniu ze strony Zrzeszenia Producentów Owoców Stryjno-Sad, miałem możliwość odwiedzenia tych rejonów oraz wysłuchania zdania producentów z tych krajów na temat perspektyw sadownictwa.

Z wielu powodów sadownicy sąsiadujących ze sobą Austrii i Słowenii mają podobne problemy: skalę produkcji, klimat, rynek. Kraj związkowy Styria (fot. 1) produkuje około 80% austriackich jabłek, owoców czarnego bzu, ponad 70% brzoskwiń, 60% śliwek i gruszek. Tamtejsze winnice to tylko około 8% obszaru zajmowanego przez tę kulturę w Austrii. Przeciętna produkcja jabłek w całym kraju oscyluje w ostatnich latach wokół niecałych 200 tys. ton. Mniejsza od Austrii Słowenia ma też mniej sadów – jabłek produkuje około 60 tys. ton.

Pierwsze, co przybyszowi z Polski (a zapewne i z innych krajów) rzuca się w oczy w styryjskich regionach produkcji sadowniczej, to powszechność ochrony drzew siatkami przeciwgradowymi. Hans Paar z firmy Frustar objaśniał, że obecnie 95% sadów jest w Austrii chronionych w ten sposób. Przed dwoma laty, wiosną, niespotykanie wielka nawałnica z gradem przeszła przez Austrię, Słowenię i region Jeziora Bodeńskiego pasem o szerokości 60 km i długości 200 km. W następnym sezonie żadna firma ubezpieczeniowa nie miała już w ofercie ubezpieczeń od gradu. Pozostały siatki…

Frustar, zakładający rocznie do tysiąca hektarów osłon przeciwgradowych, ma wiele obserwacji dotyczących, między innymi samych siatek. H. Paar nie był więc zaskoczony pytaniem o najnowszy „trend” – czerwone siatki. Jego zdaniem jest to raczej moda, niż realna korzyść. W swojej pracy nie odnotował korzystnego wpływu siatek tego właśnie koloru na drzewa czy owoce. Za to wyraźnie dostrzega, że czerwone osłony „kłują w oczy”, a czarne, zielone i szare łatwiej wtapiają się w krajobraz. Nie negował przy tym wpływu barwy siatek (fot. 2) na owoce. Korekcja widma światła docierająca do liści jest mierzalna – negatywnie wpływała na drzewa siatka zielona. Wszystkie jednak ograniczają ilość docierającego do liści światła, co jego zdaniem nie ma wpływu na owocowanie czy jakość owoców, ale też podnoszą także wilgotność względną pod osłonami. A to już jest istotne ze względu na wzrost zagrożenia przez parcha jabłoni.

Fot. 2. Dostępne kolory siatek na osłony przeciwgradowe
 
Drewno czy beton
Nasi sadownicy „ciągnęli” H. Paara za język i w tej istotnej kwestii: z czego budować konstrukcję? „Bez bicia” przyznał, że do niego bardziej przemawia drewno (fot. 3) – ot, przyzwyczaił się do niego. Pracuje z nim długie lata – kiedy w zeszłym roku karczował po trzydziestu latach własny sad, 80% słupów uznał za nadające się do dalszego użytkowania. Tym niemniej – tu wskazał ręką za płot oddzielający plac manewrowy od sadu demonstracyjnego firmy – Frustar porównuje różne konstrukcje: wyłącznie ze słupami drewnianymi, tylko z betonowymi oraz mieszane. Z własnych obserwacji Hans stwierdził, że im dalej na południe, tym popularniejszy jest beton (czego potwierdzenie znaleźliśmy dzień później w słoweńskiej stacji doświadczalnej w Gaczniku koło Mariboru – jej szef stawiał na beton). Swoje opinie o walorach słupów drewnianych H. Paar podparł (najwłaściwsze określenie) przykładem sprzed dwóch lat. Podczas wspomnianej już wcześniej klimatycznej katastrofy, wysokie konstrukcje drewniane słoweńskich chmielników nie ucierpiały znosząc bombardowanie gradzinami o wielkości kurzego jaja. Zaś betonowe nie wytrzymały…

Fot. 3. Hans Paar przekonuje o walorach drewna jako podstawie konstrukcji dla osłon przeciwgradowych
 

[NEW_PAGE]Gdzie jest pies pogrzebany?
W języku niemieckim też funkcjonuje to powiedzonko – i nasz rozmówca wykorzystał je, by zwrócić nam uwagę, że dla prawidłowo wykonanej instalacji pokrytej nieuszkodzoną siatką wcale nie grad jest największym zagrożeniem. Bardziej należy się obawiać opadów śniegu. Warstwa 10 cm mokrego śniegu to masa około 360 ton na hektar. Czasem sadownicy są w poważnej rozterce. W klimacie Styrii pierwsze grady notowane są już w kwietniu – w okresie kwitnienia drzew. W tym samym czasie nocne ochłodzenia z opadami śniegu nie są niczym nadzwyczajnym. W praktyce sieci po zimie rozwijane są właśnie pod koniec kwitnienia jabłoni. Problem wraca jesienią – trzeba uciec przed pierwszymi śniegami, a gradów należy się spodziewać jeszcze we wrześniu.
 
Klient nasz pan
Nie dociekaliśmy, czy i to przysłowie jest w Austrii i Słowenii znane, ale na pewno wedle tej właśnie zasady sadownicy w tych krajach pracują. Rynek wymusza najwyższą jakość owoców – i stąd powszechność sieci antygradowych czy folii nad kwaterami czereśni. Jednak na wizualnej nieskazitelności nie koniec wymagań. Ważniejsze jest to, czego nie widać, ale da się coraz dokładniej zbadać. Wymagającym konsumentom Austrii, Niemiec czy Szwajcarii (trafiają tam raczej austriackie jabłka, bo Słoweńcy eksportują swoje na biedniejsze rynki Węgier, Chorwacji, Bośni i Hercegowiny) nie wystarcza znaczek Integrowanej Produkcji. Podkreślali to rozmówcy z obu odwiedzanych krajów, w których system IP wprowadzono już w początku lat 90. ub.w. Obecnie sieć handlowa Hofer (odpowiednik Aldi) stawia dostawcom jabłek warunek: w owocach nie może być więcej niż pozostałości czterech substancji aktywnych. Mocno to komplikuje programy ochrony, w których zwalczanie parcha jabłoni wymaga 15–22 zabiegów rocznie. Sadownicy starają się zakończyć starannie prowadzone zabiegi do połowy czerwca, a potem przeciwko chorobom wykorzystywać na przykład kwaśny węglan potasu („proszek do pieczenia”), zaś przeciwko szkodnikom (II pokolenie owocówki jabłkóweczki) feromony dezorientujące samce i preparaty wirusowe. Nie ma co spodziewać się poluzowania tego ciasnego gorsetu – raczej prędzej niż później w ślady jednej sieci handlowej pójdą pozostałe (a właśnie poprzez sieci sprzedaje się w Austrii prawie wszystkie jabłka).
 
Pochodną tego problemu jest powszechna obecność myszowatych w sadach. Ślady aktywności nornic (fot. 4) widzieliśmy we wszystkich odwiedzanych obiektach – stacjach badawczych, dużych i małych sadach prywatnych. Wszędzie straszyły liczne wypady i osłabione drzewa, które nigdy nie dogonią sąsiednich, nietkniętych przez gryzonie.

Fot. 4. Kwatera młodych jabłoni – wiele drzew już wypadło, inne są wyraźnie słabsze od pozostałych – skutki żerowania nornic
 
Czy to się opłaca?
Krótki wykład ekonomiki sadownictwa słoweńskiego dał nam Peter Zadravec z firmy Evrosad – największego producenta jabłek w tym kraju (w zeszłym roku około 1000 ton, gruszek – około 5 tys. ton). W ostatnich dziesięciu latach tylko w jednym sadownicy Słowenii byli wyraźnie „nad kreską”. Było to w sezonie 2006/07 – kiedy w Polsce przymrozek zniszczył kwiaty, a plony ledwie przekroczyły milion ton jabłek. W pozostałych latach opłacalność balansowała na granicy zera. Na dochód mogą liczyć producenci zbierający ponad 40–42 t/ha jakościowo dobrych jabłek. Za takie owoce można dostać 0,2–0,35 euro/kg. Najbardziej atrakcyjne odmiany (Kiku 8®) osiągały do 0,44 euro/kg. Gdyby nie stale zmniejszane dotacje do inwestycji (materiał szkółkarski, siatki) – do 45% wartości oraz do produkcji integrowanej nie udałoby się zapewnić sadownictwu choćby minimalnej rentowności.
 
Słoweńscy sadownicy są skupieni w dwóch grupach producenckich – jedna obejmuje 50%, druga 30% producentów jabłek. Samodzielną sprzedaż prowadzi 20% gospodarstw. Jedno z nich, Putnik-Lesnik w północnej Słowenii, uzyskuje około 0,5 euro/kg owoców. Rocznie produkuje 1000 ton jabłek, głównie ‘Golden Delicious’, a rozmawiający z nami pod koniec czerwca właściciel przyznał się, że tej wiosny w swoim sadzie (fot. 5) był już… dwa razy – zajmuje się sprzedażą i nie ma czasu na prace agrotechniczne – pielęgnacją i ochroną zajmuje się żona z dwoma pracownikami.

Fot. 5. W gospodarstwie Putnik-Lesnik k. Slovenskej Bistrici obowiązkowe sieci antygradowe są rozciągnięte także nad głównymi drogami wewnętrznymi, co umożliwia bezpieczne składowanie skrzyniopalet podczas zbiorów


fot. 1–5 P. Grel

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz treść komentarza
Wpisz swoje imię