PRZYSZŁOŚCIOWY ŁAŃCUCH DYSTRYBUCJI

    W Danii funkcjonuje obecnie około 350 nowoczesnych gospodarstw ogrodniczych specjalizujących się w produkcji doniczkowych roślin ozdobnych. Z eksportem około 400 mln dolarów rocznie, kraj ten plasuje się w ścisłej czołówce dostawców na rynki Niemiec, Wielkiej Brytanii, Szwecji, Norwegii i Finlandii.







































    W ostatnich latach ten sektor kwiaciarstwa ulega głębokim przeobrażeniom i integracji. Od ponad dwudziestu lat duńscy producenci przyzwyczajeni byli do współdziałania w ramach spółdzielni określanych terminem „Gasa”. Jeszcze niedawno piętnaście takich grup pomagało swoim członkom w sprzedaży roślin, z reguły na lokalnych aukcjach działających w systemie zegarowym. Kilka z tych organizacji funkcjonuje w ten sposób do chwili obecnej, dla większości taki model to już przeszłość.



    System Danpot
    Obecnie producenci wprowadzają do sieci komputerowej dane na temat swojej oferty handlowej. Informacje te wędrują do centralnego komputera gromadzącego i udostępniającego je wszystkim zainteresowanym zakupami roślin doniczkowych — głównie hurtownikom i eksporterom. W bazie danych znaleźć można imię, nazwisko producenta, asortyment oferowanych odmian oraz gatunków, ich ilości i ceny. Potencjalny nabywca kontaktuje się z producentem telefonicznie lub za pomocą faksu i ustala szczegóły transakcji. Uzgodnienia dotyczą terminu dostawy, rodzaju opakowań oraz sposobu transportu. Ten model dystrybucji nazywany jest powszechnie w Danii systemem Danpot (współwłaścicielami są producenci, hurtownicy oraz działające jeszcze grupy Gasa). Jego uczestnicy opłacają koszty organizacyjne prowizjami od każdej zawartej transakcji.



    Zmiany na rynku hurtowej sprzedaży
    Aby przetrwać na rynku, spółdzielnie typu Gasa musiały się zreorganizować. Obecnie liczą się dwie największe i najsilniejsze (wypracowują one łącznie aż 70% obrotów w handlu roślinami doniczkowymi) — Gasa Odense i Gasa Aarhus. Dwa lata temu grupa z Aarhus zmieniła swój status z organizacji producenckiej na spółkę akcyjną. Dotychczasowi członkowie stali się obecnie akcjonariuszami firmy, która kupuje i sprzedaje rośliny, jak każdy hurtownik, poprzez system Danpot. Poza tym zajmuje się także importem i eksportem kwiatów ciętych oraz innych produktów ogrodniczych.
    Gasa Odense jest ciągle grupą producencką, ale jej członkowie nie widzą już dalszych perspektyw działania w formie spółdzielni. Wynika to głównie ze wspólnej odpowiedzialności za ewentualne straty — rachunki na ich pokrycie dostają zarówno najlepsi, jak i najgorsi w grupie.
    Pozostałe duńskie grupy Gasa nie odgrywają już znaczącej roli na rynku. Ponieważ funkcję hurtowników przejęły dwie opisane powyżej organizacje, na krajowym rynku pozostało miejsce tylko dla jednego, dużego hurtownika (w tradycyjnym znaczeniu tej profesji), z wieloletnim doświadczeniem — Boga Madsena.



    Przyszłość należy do Internetu
    Uczestnicy duńskiego rynku roślin ozdobnych zgadzają się co do jednego — potrzebny jest skuteczny system handlowy, do którego producent będzie mógł włączyć swoją ofertę, a hurtownik zamówić poszukiwany towar i sfinalizować transakcję. Danpot może być jego podstawą, ale w przyszłości powinien go zastąpić system wzbogacony o możliwości dokonywania operacji handlowych działający poprzez Internet. Jednak sam Internet to jedynie „krwiobieg” przyszłego modelu. Duńczycy chcieliby, aby w ramach przyszłego systemu powstały firmy, które mogą przejąć obowiązki dystrybutorów towaru pośrednicząc pomiędzy uczestnikami transakcji. Takie przedsiębiorstwa opłacaliby udziałowcy. Kolejnym wyzwaniem ma być również powołanie do życia własnego banku, co jeszcze bardziej obniży koszty wymiany handlowej. Jeżeli te plany zostaną zrealizowane, łańcuch dystrybucji skróci się, ale nadal będzie się składał z czterech zasadniczych ogniw: producenta, hurtownika, detalisty i klienta końcowego.



    Jak to robią Amerykanie?
    W przyszłości istnieje szansa, aby się posunąć jeszcze dalej i… wyeliminować dwa środkowe ogniwa. O tym, że jest to możliwe, przekonać się można w Stanach Zjednoczonych, gdzie sieć sprzedaży wysyłkowej za pomocą Internetu rozwinęła się najsilniej. Aby kupić bukiet róż, wystarczy odnaleźć stronę www lokalnego producenta, na której można obejrzeć zdjęcia oferowanych kwiatów. Po dokonaniu wyboru należy, zgodnie z instrukcją, „wystukać” zamówienie oraz numer karty kredytowej i spokojnie czekać. Zapakowane w drewniane pudełko, wyścielone dekoracyjnym mchem, róże zostaną dostarczone ekspresową pocztą w ciągu 24 godzin. Dla zainteresowanych — przykładowy koszt takiej przyjemności wynosi obecnie 29 dolarów i 95 centów (cena z Florydy za tuzin czerwonych róż w najlepszym wyborze).

    Na podstawie FloraCulture International 2/99

    Related Posts

    None found

    Poprzedni artykułZABRAKŁO JABŁEK
    Następny artykuł’RABATÓWKA’ W CIENIU SUPERMARKETÓW

    ZOSTAW ODPOWIEDŹ

    Wpisz treść komentarza
    Wpisz swoje imię

    ZGODA NA PRZETWARZANIE DANYCH OSOBOWYCH *

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany, podajesz go wyłącznie do wiadomości redakcji. Nie udostępnimy go osobom trzecim. Nie wysyłamy spamu. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem*.