SZKOLENIE W PIWNICZNEJ

    Stowarzyszenie Polskich Szkółkarzy pod koniec lutego br. zorganizowało w Piwnicznej koło Nowego Sącza szkolenie dla swoich członków. Poruszono na nim kilka ważnych problemów, dotyczących m.in. zwalczania szkodników glebowych oraz rozpoznawania chorób wirusowych w produkowanym materiale, a także ograniczenia ich występowania. Z zainteresowaniem spotkały się także wystąpienia przedstawicieli firm dostarczających środków produkcji. Mimo zaproszenia, na spotkanie nie dojechali przedstawiciele Państwowej Inspekcji Ochrony Roślin i Nasiennictwa, których wystąpienia są zawsze bardzo oczekiwane przez szkółkarzy.

    Szkodniki glebowe



    Pędraki (larwy chrząszczy z rodziny żukowatych, np. chrabąszcza majowego), drutowce (larwy chrząszczy z rodziny sprężykowatych, np. osiewnika rolowca), larwy opuchlaków to szkodniki, które w ostatnich latach wyrządzają coraz więcej szkód w uprawach sadowniczych i szkółkarskich. Według doc. dr hab. Barbary Łabanowskiej z Instytutu Sadownictwa i Kwiaciarstwa w Skierniewicach, oprócz dokładnego poznania wyglądu i biologii tych szkodników, bardzo ważne jest prowadzenie lustracji pól. Optymalnym okresem poszukiwania np. pędraków, jest — zdaniem leśników — cały sierpień do połowy września, a liczba miejsc kontrolnych to około 2 doły na 10 arów (15 dołów na 1 ha). Jeden z takich dołów o średnicy 0,5 m warto wykopać na głębokość 1 m, resztę — na 0,4 m. W uprawach sadowniczych i warzywniczych zaleca się prowadzienie lustracji od kwietnia do końca sierpnia — wtedy szkodniki te można znaleźć w wierzchniej warstwie gleby. Ocenia się, że w uprawach szkółkarskich do 2 pędraków na 1 m2 stanowi słabe zagrożenie, 3–6 szt./m2 — średnie, a ponad 6 szt./m2 — duże. Jak podkreślała prelegentka, do podstawowych metod zwalczania szkodników glebowych zalicza się kilkakrotną mechaniczną uprawę gleby za pomocą pługa, brony talerzowej czy glebogryzarki. Leśnicy uważają, że 3–5krotna orka pozwala zmniejszyć liczebność pędraków do poziomu poniżej progu ekonomicznego zagrożenia w uprawach leśnych. Polecana jest również uprawa przez jeden rok gryki, która czyści pole z pędraków, dzięki wydzielanym przez jej korzenie taninom, uniemożliwiającym prawidłowy rozwój tych szkodników. Docent Łabanowska jako preparaty chemiczne do zwalczania szkodników glebowych wymieniła m.in. Dursban 480 EC i Pyrinex 480 EC. Używa się ich w dawce 5 l/ha w 100–200 l wody/ha. Dają dobry efekt, jeśli zostaną użyte na wilgotną glebę, najlepiej w pochmurny dzień lub podczas mżawki. Preparatu Diazinon 10 GR używa się w dawce 120 kg/ha (do zwalczania pędraków i drutowców) lub 80 kg/ha (przeciwko opuchlakom). Środek ten po rozsypaniu na polu należy natychmiast wymieszać z glebą na głębokość 15–20 cm. Według prelegentki, chrabąszcze nalatujące na uprawę zlokalizowaną w pobliżu lasów, zwłaszcza liściastych, można zwalczać za pomocą preparatów Nurelle D 550 EC
    lub Sumithion Super 1000 EC. Dodała, że przyszłość zwalczania szkodników glebowych wiąże się z preparatami zawierającymi patogeniczne dla szkodników glebowych nicienie lub grzyby.



    Wirusy



    W wielu szkółkach, w których wykorzystuje się jedną z najdroższych na naszym rynku podkładek dla czereśni — ‘GiSelA 5’ — występują w przypadku niektórych odmian trudności z przyjęciem się szczepionych na niej zrazów. Za taką sytuację prawdopodobnie odpowiedzialne są zawirusowane zrazy. Podkładka ‘GiSelA 5’ jest bowiem rozmnażana metodą kultur tkankowych (in vitro), dlatego powinna być wolna od wirusów.


    O wirusach i objawach, jakie wywołują na roślinach, mówiła dr Mirosława Cieślińska z ISK w Skierniewicach. Po wprowadzeniu przez PIORiN nowych regulacji prawnych w wielu szkółkach, w których produkuje się śliwy, występują spore problemy z wirusem ospowatości śliw (szarki).
    W myśl nowego rozporządzenia, jest to wirus kwarantannowy w materiale rozmnożeniowym, nie podlega jednak obowiązkowi zwalczania w uprawach sadowniczych. Powoduje on zmianę smaku owoców, ich drobnienie, redukuje plon nawet do 50%. Drzewa porażone przez ten wirus są bardziej podatne na przemarzanie i choroby grzybowe (np. srebrzystość liści drzew). Do odmian wrażliwych na ten wirus należą m.in. ‘Węgierka Dąbrowicka’, ‘Węgierka Zwykła’, ‘Cacanska Rana’, ‘Valor’, ‘Diana’, ‘Empress’ i ‘Oneida’, tolerancyjne to ‘Cacanska Lepotica’ (fot. 1), ‘Cacanska Najbolia’, ‘Hanita’, ‘Amers’ i ‘Bluefre’, odmianą odporną jest ‘Jojo’. Wirus ospowatości śliw wykryto również na wiśniach, czereśniach, morelach i brzoskwiniach. Do pojawiających się w ostatnich latach i mało jeszcze znanych chorób wirusowych prelegentka zaliczyła m.in. mozaikę wstęgową śliw, mozaikę brzoskwini, nekrotyczną pierścieniową plamistość wiśni (w szkółkach może powodować zmniejszenie się przyjęć na antypce o 30%, a na czereśni ptasiej nawet o 90%), karłowatość śliw, żółtaczkę wiśni (może powodować w sadzie spadek plonu wiśni o 50–90%, a czereśni o 20–50%). Wirus drobnienia czereśni (jego wektorem jest bielinek klonowiec) odpowiada za drobnienie owoców, które dodatkowo się nie wybarwiają i są niesmaczne, odmianami wrażliwymi są ‘Sam’, ‘Lambert’, mało wrażliwa jest np. ‘Van’. (szerzej o groźnych dla szkółek wirusach napiszemy w kolejnych numerach “Szkółkarstwa”).



    Fot. 1. ‘Cacanska Lepotica’ to odmiana tolerancyjna wobec szarki


    Odmianowe przegrupowania



    Prezes Stowarzyszenia Polskich Szkółkarzy Piotr Kaczor stwierdził, że w Europie następuje pewne przegrupowanie nowych odmian jabłoni. Zauważalne jest powolne nasycenie rynku drzewek jeszcze nie tak dawno bardzo silnie promowanymi odmianami klubowymi. Z najnowszych do europejskiej produkcji towarowej mogą wejść np. Jazz®, Diwa®, Kanzi® (fot. 2) i ‘Pinova’ (fot. 3). W nowych nasadzeniach w “starej” UE zaczynają jednak dominować właśnie odmiany klubowe. Równocześnie duże zachodnioeuropejskie spółdzielnie, nabywając prawa do produkcji i sprzedaży owoców, starają się uniemożliwić wprowadzenie tych odmian do Polski. Ma to pozwolić utrzymać im wyłączność w handlu, a przez to zwiększyć konkurencyjność oferty.



    Fot. 2. Kanzi® może wejść w Europie do produkcji towarowej



    Fot. 3. ‘Pinova’ to także odmiana jabłoni, która w ostatnich latach zyskuje na znaczeniu


    Według prezesa, po ostatnich trudnych latach z niską opłacalnością produkcji jabłek nie najlepsze są nastroje sadowników zachodnioeuropejskich, szczególnie niemieckich. Nasi szkółkarze nie powinni zbytnio rozwijać produkcji drzewek, bez pewności zbytu produkowanego materiału. Polscy szkółkarze coraz częściej poszukują rynków zbytu dla produkowanego materiału za granicami naszego kraju. Od wielu lat polskie drzewka cieszą się uznaniem za wschodnią granicą, a od kilku lat SPS poszukuje również możliwości ich zbytu na Zachodzie, m.in. dlatego od kilku lat promuje produkowany przez swoich członków materiał szkółkarski na wystawie sadowniczej w Jorku w rejonie Altes Land w Niemczech. Wystawa ta na trwałe weszła do grafiku imprez targowych, w których swoją ofertę prezentuje nasze stowarzyszenie. Być może nie sprzedajemy tam za wiele, ale cały czas zachodnioeuropejscy szkółkarze obawiają się nas, obserwują nasz rynek i próbują coś na nim sprzedawać. To tylko potwierdza, że musimy być obecni w całej zjednoczonej Europie i prezentować się na wielu wystawach — stwierdził Piotr Kaczor.


    Szkółkarze ze stowarzyszenia chcieliby również mieć w swojej ofercie odmianę klubową przeznaczoną na polski rynek. Niestety, ośrodki zajmujące się hodowlą nowych odmian lub posiadające prawa do już wyhodowanych utrudniają zakup praw do interesujących — choć już nie najnowszych — odmian jabłoni.


    Szkółkarze z niezadowoleniem odnieśli się do 100procentowego wzrostu opłat licencyjnych za zrazy odmiany ‘Ligol’. Podwyżka ta, którą wprowadzono w ubiegłym roku, spowodowała znaczny spadek zakupów kwalifikowanych zrazów tej odmiany. Według PIORiN, zakwalifikowane w 2005 r. drzewka ‘Ligola’ zajmowały drugie miejsce (około 440 000 szt.) po odmianie ‘Jonagold’ i jej sportach — około 1 240 000 szt. (czytaj też str. 59). Wielu szkółkarzy uważa jednak, że mimo podwyżki opłaty, produkcja drzewek ‘Ligola’ w kraju utrzyma się na podobnym jak dotychczas poziomie. Mówiono też, iż zbyt długie “przetrzymywanie” przez ISK wyhodowanych tam odmian (np. ‘Ligoliny’) przy coraz szybszym starzeniu się odmian na rynku, może spowodować, że wprowadzenie niektórych z nich do handlu będzie zbyt późne. Pomimo trudności z nabyciem praw do rozmnażania odmiany ‘Ligolina’, szkółkarze z SPS są przekonani, że uda się im w końcu wprowadzić ją na rynek.



    Nawożenie



    Według Wojciecha Wojcieszka z firmy Yara Poland, trudno precyzyjnie określić potrzeby nawozowe podkładek w matecznikach oraz drzewek owocowych w szkółkach, ponieważ nie ma liczb granicznych dla tego typu upraw. W ekonomicznym żywieniu roślin ważne jest utrzymywanie optymalnego odczynu gleby, który w uprawach sadowniczych powinien być zbliżony do pH 6,5. Gdy pH wyraźnie odbiega od normy, pobieranie większości składników pokarmowych maleje, a standardowe nawożenie jest wtedy tylko stratą pieniędzy.


    W uprawach szkółkarskich ważne jest dostarczenie na początku wegetacji fosforu i wapnia, które sprzyjają rozwojowi systemu korzeniowego. Do budowy pędów i liści konieczne jest zaopatrzenie roślin w azot, wapń, magnez i żelazo. Jeśli wiosna jest opóźniona, a także chłodna, i trzeba przyspieszyć wegetację, drzewka warto nawozić dolistnie np. Kistalonem żółtym.


    W nawożeniu drzewek w szkółkach, jak uważa W. Wojcieszek, sprawdza się Hydrokomplex Partner, w którego składzie znajduje się niepodlegająca uwstecznieniu forma fosforu (polifosforan), dzięki czemu dobrze zaopatruje rośliny w ten ważny dla korzeni składnik. Oprócz tego nawozu, należy wiosną zastosować także saletrę wapniową (np. Tropicote), rośliny dobrze odżywione wapniem w szkółkach są mniej podatne na choroby. Warto również dostarczać roślinom magnezu (ważny dla prawidłowego przebiegu fotosyntezy) oraz boru (wpływa m.in. na transport wapnia w roślinie). Wszystkie te składniki może uzupełnić podanie np. nawozu Calfruit.



    Podpory



    Zbigniew Frymus z firmy Kokos z Jaroszyna koło Góry Puławskiej omówił produkcję tyczek bambusowych w Chinach. Produkcja dwuletnich drzewek z jednoroczną koroną, których udział w polskich szkółkach co roku się zwiększa, wymaga użycia podpór, najczęściej właśnie bambusowych. Nie zawsze jednak takie tyczki mają zadowalającą trwałość. Jak informował Z. Frymus, dobra tyczka pochodzi z dolnej części pędu bambusa odciętej przy samej ziemi. Tyczki z dużą pustą przestrzenią (tzw. rurą) i cienką ścianką są nietrwałe i łatwo się łamią w szkółce. Ważne jest również, aby sprowadzane podpory były dobrze wysuszone w kraju, gdzie są produkowane, te dosuszane w Polsce okazują się mniej trwałe. Tyczki bambusowe dobrej jakości można czasem wykorzystywać ponownie. Po wyjęciu ze szkółki powinny być przechowywane w suchym, przewiewnym pomieszczeniu, w którym nie są narażone na działanie deszczu i słońca.

    ZOSTAW ODPOWIEDŹ

    Wpisz treść komentarza
    Wpisz swoje imię