Zgnilec złośliwy w Małopolsce

Na krakowskich ulicach pojawiły się tablice wyznaczające obszar objęty występowaniem choroby fot. J. Klepacz-Baniak
Zgnilec złośliwy (syn. amerykański) jest chorobą bakteryjną pszczoły miodnej. Należy do chorób zakaźnych zwierząt, podlega obowiązkowi zgłaszania i zwalczania*. Ogniska choroby pojawiły się Krakowie.

Wojewoda Małopolski, 9 maja br. wydał rozporządzenie w sprawie zwalczania zgnilca złośliwego na terenie miasta Krakowa i powiatu krakowskiego, wyznaczając obszar zapowietrzony (objęty występowaniem choroby – po urzędowym jej stwierdzeniu). Został on oznakowany: od zewnętrznych granic na wszystkich drogach wjazdowych ustawiono tablice z napisem „Uwaga zgnilec amerykański pszczół. Obszar zapowietrzony.” W obrębie wydzielonego obszaru zakazano: przemieszczania rodzin pszczelich, matek pszczelich, czerwia, pszczół, pni pszczelich, produktów pszczelich oraz sprzętu i narzędzi używanych do pracy w pasiece – bez zgody Powiatowego Lekarza Weterynarii w Krakowie; organizowania wystaw i targów z udziałem pszczół. Przeglądy pasiek dokonają służby weterynaryjne.

Sprawca zamieszania
Sprawcą zgnilca złośliwego jest bakteria Bacillus larvae. W formie przetrwalnikowej (endospor), poza ciałem żywiciela przeżywa nawet 35 lat. Charakteryzuje się też dużą wytrzymałością na działanie temperatury i środków odkażających.

Kto jest ofiarą?
Bakteria rozwija się w ciele starszych larw (czerwiu), które zamierają w stadium larwy wyprostowanej lub przedpoczwarki. Do organizmu larw bakterie trafiają wraz z pokarmem, kiełkują w przewodzie pokarmowym, uszkadzają nabłonek jelita i przenikają do hemocelu, a larwa zamiera.

Symptomy choroby
W zasklepach na zamarłym czerwiu pojawiają się dziurki, zasklepy ciemnieją i zapadają się. Zamarły czerw ma barwę brunatnożółtą, można go wyciągać w długie nitki, ma zapach kleju stolarskiego. Po wyschnięciu mocno przywiera do komórki i tworzy ciemny słupek.

Plaster ze zdrowym czerwiem zasklepionym fot. J. Klepacz-Baniak

Rozprzestrzenianie
Choroba bardzo łatwo i szybko rozprzestrzenia się w obrębie rodziny i poza nią. Bakterie przenoszone mogą być wraz ze sprzętem pszczelarskim, z plastrami (szczególnie tymi z czerwiem), za pomocą węzy pochodzące z wosku nie poddanego sterylizacji. Infekcję rozprzestrzeniają pszczoły rabujące i błądzące, szkodniki ulowe. Źródłem zakażenia są także produkty pszczele (miód, pyłek, mleczko)

Dlaczego chorują?
Choroba rozwija się zazwyczaj w silnych rodzinach o dużej liczbie czerwiu. Jej wystąpieniu sprzyja niedożywienie i zaziębienie czerwiu. Warunki pogodowe tej wiosny w Małopolsce sprzyjały wystąpieniu choroby. Deszczowa, chłodna aura spowodowała, że pszczoły nie mogły wylecieć z ula i zdobyć pokarmu. Zgromadzone wcześniej zapasy miodu i pyłku zostały więc (wskutek spożycia przez pszczoły) mocno zredukowane w czasie długotrwających deszczy. Trzeba też wziąć pod uwagę fakt, że zarówno w czasie kwitnienia roślin sadowniczych, jak i rzepaku aura, ze względu na niską temperaturę, nie sprzyjała aktywności lotnej pszczół. Rodziny pszczele nie zgromadziły więc odpowiednich zapasów pokarmu, nad czym zresztą ubolewali pszczelarze, dla których oznacza to mniejsze zbiory miodu. Nie bez znaczenia pozostaje także duża liczba rodzin pszczelich – 5,2 rodziny/km2 w Małopolsce i związana z tym konkurencja owadów o pokarm. Dodatkowo, czynnikiem sprzyjającym rozwojowi choroby jest temperatura wynosząca ok. 37ºC, co odpowiada temperaturze gniazda pszczelego.

W czasie intensywnego kwitnienia drzew aktywność lotną pszczół ograniczała niska temperatura i deszcz fot. J. Klepacz-Baniak

Zwalczanie
Choroba zwalczana jest z urzędu. Metoda radykalna polega na niszczeniu całych pni, stosuje się też przesiedlanie rodzin pszczelich, bardzo ważna jest dezynfekcję uli i sprzętu.
Miód z zakażonych rodzin nie jest szkodliwy dla ludzi, ale stanowi źródło endospor, a tym samym niebezpieczeństwo rozprzestrzeniania się choroby.

*Ustawa z dnia 11marca 2004 r. o ochronie zdrowia zwierząt oraz zwalczaniu chorób zakaźnych zwierząt i Rozporządzenie Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 11 lipca 2016 r. w sprawie zwalczania zgnilca amerykańskiego pszczół

Joanna Klepacz-Baniak

2 KOMENTARZE

  1. Szanowna Redakcjo :),
    niezmiernie się cieszę, że kiedyś, jakimś przypadkiem, trafiłam na Wasz portal i zasubskrybowałam. Szczerze powiedziawszy, jest tu tak wiele info i artykułów głównie dla producentów i handlowców hurtowników, że była nawet chwila, gdy chciałam zrezygnować z tego newslettera. Nie zrobiłam tego i NIE ŻAŁUJĘ 🙂 !
    Jednak wyłapuję ciekawostki o roślinach balkonowych i pewne ogólniejsze informacje o obszarach mało mi znanych, jak np. dziś, 19.VIII.20, trafiłam najpierw na bieżącą notatkę o kłopotach pszczół i stamtąd link do tej ubiegłorocznej, o jakimś zgnilcu złośliwym. Sama już nazwa brzmi paskudnie 🙁
    Jestem tylko zwykłą zjadaczką miodu. Kiedyś trochę tylko więcej czytałam o produktach pszczelich, co dają i jak je jeść, stosować. W życie pszczół nigdy się nie wgłębiałam, docierają do mnie z rzadka tylko jakieś ogólnokrajowe wiadomości. Nie wgłębiałam się zapewne dlatego, że jako urodzona mieszkanka wielkiego miasta nie miałam nigdy styczności z nimi, nawet podczas od dzieciństwa wyjazdów wakacyjnych. No tak się złożyło – świeżo urodzone cielaczki, źrebaczki, kaczątka, kurczęta, indyczęta – to tak, lecz nigdy nie trafiły nam się pszczółki. Choć Rodzice zawsze wybierali ustronne miejsca i kwaterę wprost u gospodarzy, tanio. Jechaliśmy pociągami, autobusami, w ciemno i dopiero na miejscu Tato znajdował locum. Morze, góry, jeziora, różnie. Eh, fajne to były lata, te ’50-’60-pocz. ’70 :), se ne wrati :(.
    Boszszsz, takie małe, tak pracowite i pożyteczne, a tu masz, takie groźne choróbsko ! Pszczelarstwo to – jak widzę – jednak potężna i rozległa dziedzina wiedzy, bardzo skomplikowana dla laika. Bardzo skomplikowane zdaje się jej poznanie i ogarnięcie.
    Pozdrawiam serdecznie :), Iza z Poznania

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz treść komentarza
Wpisz swoje imię