ŁĄCKIE JABŁKA PRODUKTEM REGIONALNYM?

    "Rozwój produktu regionalnego oraz tworzenie własnej marki jako szansa rozwoju obszarów wiejskich na terenie Sądecczyzny" były tematem szkolenia zorganizowanego 10 marca w Łącku przez stowarzyszenie Łącka Droga Owocowa. Ta stworzona przed kilku laty organizacja zrzesza ponad 50 sadowników, którzy chcieliby wspólnie promować, zarówno własne gospodarstwa, jak i region. Ziemia łącka obfituje bowiem w walory turystyczne, które można wykorzystać, aby przyciągnąć gości do gospodarstw sadowniczych. Dodatkową zachętę do zamieszkania w kwaterze agroturystycznej mogłaby stanowić możliwość spróbowania i zakupienia na miejscu owoców, tłoczonych soków (produkuje je na przykład prezes stowarzyszenia Krzysztof Maurer — fot. 1), win, nalewek, suszonych śliwek czy powideł. Możliwości jest więc wiele. Na razie są one jednak niewykorzystane, a turyści odwiedzający ten rejon nie znajdują zbyt dużo powodów, aby zatrzymać się w Łącku na dłużej. Na pytanie, jak zmienić tę sytuację, usiłowano odpowiedzieć podczas szkolenia.


    Fot. 1. Krzysztof Maurer prezes stowarzyszenia Łącka Droga Owocowa podczas otwarcia szkolenia



    Winnice w dolinie Dunajca?


    Wojciech Bosak z Polskiego Instytutu Winorośli i Wina (prywatna organizacja, która chce promować polskie wino) namawiał zebranych do zakładanie winnic, które mogłyby stać się dodatkowym atutem promocyjnym regionu. Twierdził, że skoro winiarstwo odradza się w Jaśle, czemu nie mogłoby istnieć także w dolinie Dunajca. Sprzyja temu ukształtowanie terenu, obfitość nasłonecznionych zboczy, liczne w okolicy szlaki turystyczne, tradycje sadownicze i — co ważne — renoma łąckiej śliwowicy. Z odmian winorośli zarejestrowanych w Polsce do produkcji wina można wybrać te, które sprawdzą się w rejonie Łącka, gdzie — ze względu na położenie terenu na wysokości 350–400 m n.p.m. — okres wegetacji jest nieco krótszy niż w innych częściach Polski.


    Produkcja wina nie jest skomplikowana pod względem technologicznym, a najwyższej klasy wino w iloś­ci 2–3 tys. litrów rocznie można wytwarzać nawet w małym gospodarstwie. Według prelegenta, na założenie plantacji o powierzchni 10 arów (powinna wystarczyć do produkcji około 1000 butelek wina rocznie) trzeba przeznaczyć około 5–7 tys. zł. Do tego należy jeszcze doliczyć 3500–4000 zł na wyposażenie pomieszczenia produkcyjnego. Nakłady na inwestycje nie są więc porażające, a możliwości sprzedaży wina — duże. Z pewnością chętnie wino serwowaliby właściciele modnych obecnie restauracji z polską kuchnią, a turyści próbowaliby go na miejscu w gospodarstwach. Wino staje się bowiem modnym produktem. Powstał nawet termin enoturystyka, czyli zwiedzanie gospodarstw winiarskich połączone z degustacją.


    Szansą produkty trudne i nietypowe


    Polsko-Amerykański Projekt Rozwoju Produktów Regionalnych “Agro-Smak” powstał w celu stworzenia w Polsce systemu wsparcia lokalnych produktów żywnoś­ciowych, co przyczyni się do rozwoju obszarów wiejskich, stworzy dodatkowe źródła dochodu dla drobnych producentów oraz zapewni skuteczną kontrolę jakości i promoc­ję tych produktów. Przedstawiciel tej organizacji Marek Gąsiorowski przekonywał sadowników, że warto produkować towary trudne i nietypowe, w które obfituje, między innymi, region łącki. Większość Polaków kojarzy tymczasem Łącko wyłącznie ze śliwowicą. Dlaczego nie można by wykorzystać w podobny sposób owoców, warzyw czy przetworów z nich. Wszystkie te produkty można chronić za pomocą unijnych oznaczeń geograficznych przeznaczonych dla produktów regionalnych.


    Taki system stworzono w UE w celu przekonania klientów, aby wybrali dany towar i zapłacili za niego więcej. Rynek produktów regionalnych rozwija się ostatnio w Europie wyjątkowo szybko — szacuje się, że spośród wszystkich unijnych produktów spożywczych aż 10% stanowią już regionalne. Czy mogą one pochodzić z Polski? Mogą, ale pod warunkiem, że zadbają o to producenci zrzeszeni w grupy. Można przecież odbudować w Łącku suszarnie śliwek i stworzyć z nich nie tylko narzędzie do wytwarzania suszu, ale także atrakcję dla turystów. Ludzie chętnie zapłacą za to, żeby zobaczyć “suśnie”, o których można dziś przeczytać jedynie w publikacjach dotyczących historii Łącka. Można zapraszać gości na smażenie powideł, można wreszcie wykorzystać w marketingu stare odmiany owoców (dlaczego by nie odbudować renomy ‘Antonówki’, jako najlepszych jabłek na przetwory?) czy warzyw. Według Marka Gąsiorowskiego, bardzo dobrym warzywem na produkt regionalny może być fasola “Piękny Jaś”, uprawiana na dużą skalę właśnie w dolinie Dunajca. Europa ma 11 rodzajów fasoli uznanych za produkty regionalne. Polskiemu “Pięknemu Jasiowi” też można w ten sposób dodać prestiżu, przy okazji chroniąc producentów przed spadkiem cen na skutek masowego ostatnio importu do Polski podobnej fasoli z Chin.


    Jesienią ruszy promocja


    O tym, jak zabrać się do prawnej ochrony produktów regionalnych, mówił Jakub Jasiński naczelnik wydziału oznaczeń geograficznych przy Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Do wyboru są trzy oznaczenia, których projekty graficzne są już przygotowane. Chroniona Nazwa Pochodzenia może dotyczyć produktów, które ściśle wiążą się z regionem. Oznacza to, że wszystkie etapy produkcji — wytwarzanie surowców, przetwarzanie, pakowanie — winny przebiegać na miejscu, a gotowy produkt musi zawdzięczać swoją wyjątkowość obszarowi, z którego pochodzi. Chronione Oznaczenie Geograficzne dotyczy produktów, które z regionem mogą być związane nieco luźniej. Wystarczy, że jeden z etapów produkcji wiąże się z regionem. Musi to być jednak etap decydujący o wyjątkowości produktu. Ostatnie z oznaczeń — Gwarantowana Tradycyjna Spec­jalność — dotyczy produktów, które nie muszą wiązać się z regionem. Tych ostatnich w całej UE jest zaledwie 15. Niedługo dołączą do nich nowe — cztery rodzaje polskich miodów wrzosowych z Wielkopolski.


    Oznaczenia geograficzne są dobrem narodowym. Oznacza to, że nie mogą być znakiem towarowym, czyli może ich używać każdy, kto produkuje oznakowany towar zgodnie z metodą, która została zarejestrowana. Dotychczas polscy producenci zgłosili 3 wnioski o ochronę (bryndzy podhalańskiej, oscypków oraz miodów wrzosowych). Jakub Jasiński wyjaśnił, że najbardziej łącki produkt — śliwowica — nie może zostać uznany za regionalny (fot. 2), gdyż unijna ochrona nie dotyczy win oraz napojów spirytusowych (dopuszcza jednak ochronę cydru i perry — mało u nas znanych napojów o niskiej zawartoś­ci alkoholu, wyprodukowanych z jabłek i gruszek).



    Fot. 2. Łącka śliwowica wprawdzie produktem regionalnym nie będzie, ale może pomóc
    w promocji innych towarów z regionu



    Aby zacząć procedurę ubiegania się o przyznanie ochrony, producenci muszą być przekonani, że chcą działać razem, wiedzieć, czy potrafią przygotować specyfikację (wniosek, w którym udowodnią, dlaczego produkt może być uznany za regionalny) oraz jak chcą nazwać swój produkt. Od 17 lutego tego roku organem odpowiedzialnym za przyjmowanie, ocenę i przesyłanie wniosków do Brukseli jest MRiRW. Koszty rejestracji w kraju wynoszą 300 zł od grupy składającej wniosek. Rejestracja na poziomie UE jest bezpłatna. Koszty kryją się jednak w kontroli metod wytwarzania produktu zarejestrowanego jako regionalny. Za taką kontrolę odpowiada w Polsce Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych. Ważne jest to, że organ ten kontroluje nie jakość zdrowotną czy handlową produktu (te parametry opiniują inne instytucje, między innymi Sanepid), ale zgodność ze specyfikacją podaną we wniosku o rejestrację. Konsumenci w Unii Europejskiej znają już symbole oznaczeń geograficznych i ufają takim produktom. Polskich nabywców ma przekonać do produktów regionalnych kampania reklamowa promująca symbole (rys.) Chronionej Nazwy Pochodzenia, Chronionego Oznaczenia Geograficznego oraz Gwarantowanej Tradycyjnej Specjalności. Akcja ta ma być prowadzona w prasie, radiu i telewizji, a jej początek przewidziano na jesień tego roku.




    Projekty symboli polskich oznaczeń produktów chronionych



    Aby uzmysłowić zebranym na szkoleniu sadownikom, jakie korzyści z oznaczeń geograficznych mogą czerpać producenci owoców, J. Jasiński przedstawił przykłady jabłek i gruszek z rejonu Savoie oraz Haute Savoie we Francji. Ten sadowniczy górzysty region leży u podnóża Alp, gdzie jest słabe nasłonecznienie oraz niska średnia temperatura. Właśnie te cechy klimatu wykorzystali tamtejsi sadownicy do udowodnienia wyjątkowości “Jabłek z Savoie” (odmiany ‘Golden Delicious’ i ‘Szara Reneta’), które — dzięki walorom terenu produkcji — są twardsze i kwaśniejsze niż owoce z innych rejonów. Za “Jabłka z Savoie” nabywcy płacą średnio o 25% drożej niż za owoce tych odmian z innych regionów.

    ZOSTAW ODPOWIEDŹ

    Wpisz treść komentarza
    Wpisz swoje imię

    ZGODA NA PRZETWARZANIE DANYCH OSOBOWYCH *

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany, podajesz go wyłącznie do wiadomości redakcji. Nie udostępnimy go osobom trzecim. Nie wysyłamy spamu. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem*.