Wiosenny ambaras

Pod koniec pierwszej dekady grudnia aura sprawiała wrażenie, jakby jesień dotknięta atakiem sklerozy zapomniała, że czas najwyższy już odejść. Można było nawet twierdzić, że jesień — bez zimowej przerwy — przeszła bezpośrednio w wiosnę. W środkowej Polsce nocami temperatura wynosiła 6–7°C, zaś w dzień — gdy świeciło słońce — 12–14°C.

 Skala i długotrwałość meteorologicznych anomalii niepokoiły sadowników. Nabrzmiałe pąki na jabłoniach wyglądały jak pod koniec marca. Nikt nie wiedział, czy i kiedy dojdzie do nagłego ochłodzenia. Obawiano się jednak powszechnie, że w takim przypadku szkody w drzewostanie mogą być dotkliwe, tym bardziej że stan sadów po zimie 2005/2006 nie był najlepszy. Wiele drzew nadmarzło i te na pewno nie przetrzymają kolejnych silnych mrozów. Grudniowa wiosna była również podstawową przyczyną przedłużającego się zastoju na krajowym rynku jabłek deserowych.

 Handel „pod chmurką” funkcjonował w grudniu w najlepsze, a popyt na jabłka był bardzo ograniczony. Zupełnie typowe były natomiast ceny hurtowe tych owoców. Od kilku lat notowania jabłek w trzech ostatnich miesiącach roku zmieniają się bowiem bardzo nieznacznie. Tak było i teraz, chociaż jesienią ceny jabłek przemysłowych znacznie wzrosły — z 0,32 zł/kg do 0,50 zł/kg, co przyczyniło się do „oczyszczenia” rynku jabłek deserowych z owoców gorszej jakości, a także do stabilizacji cen, mimo kiepskiego popytu.

Wysokie notowania jabłek przemysłowych (czyt. też HO 12/2006) powinny się utrzymać i jest to ważne właśnie w tym roku, szczególnie dla gospodarstw, które dysponują tylko zwykłą chłodnią, lub — co gorsza — jedynie przechowalnią. Bez względu na anomalie pogodowe, nabywcy domagają się bowiem jabłek o coraz wyższej jędrności. Już w grudniu niektóre sieci supermarketów życzyły sobie wyłącznie jabłek z chłodni, o jędrności 3–4 kG, a w tym sezonie stan fizjologiczny jabłek w grudniu — nawet przechowywanych w chłodniach — był porównywalny ze styczniowym w sezonie ubiegłym. Na dodatek, sierpniowe obfite deszcze i zaniedbania (przed zbiorami owoców) w ochronie drzew przyczyniły się w niektórych gospodarstwach do kłopotów z moniliozą i parchem przechowalniczym.

Jabłka ze zwykłych przechowalni były więc już w grudniu przejrzałe i nadawały się w większości do przemysłowego przerobu. Nawiasem mówiąc, pojawiła się alternatywa dla koncentratu soku jabłkowego. Za jabłka przeznaczone na przeciery przetwórnie oferowały nawet 0,60 zł/kg, ale stawiały wyższe wymagania jakościowe — niedopuszczalne były nawet lekko nadgniłe owoce.

Ruszył eksport

Znacznie wcześniej niż w minionych sezonach, bo już w listopadzie, zarysowała się koniunktura w eksporcie na Wschód i na Zachód. Także w tym przypadku podstawową przyczyną okazała się pogoda, tyle że w trakcie ubiegłej zimy. Za kilogram 'Idareda' o średnicy od 7 cm płacono sadownikom początkowo 0,70 zł. Cena wzrosła jednak szybko do 0,80 zł/kg, zaś w pierwszych dniach grudnia przekroczyła 0,90 zł/kg, osiągając poziom z początków marca 2006 r. Dużą przeszkodą w jej utrzymaniu się był jednak bardzo niekorzystny dla eksporterów kurs dolara (1 USD = 2,90 zł) i nadal obowiązujące rosyjskie embargo. Pod koniec pierwszej dekady grudnia wspomniana cena spadła więc do 0,80 zł/kg. Na podobnym poziomie pozostawały ceny jabłek innych odmian oferowane sadownikom przez grupy producenckie, niezależnie od tego, czy owoce przeznaczone były na rynek krajowy, czy na eksport. Nadal wyższe ceny można było uzyskać za owoce większe — za te o średnicy powyżej 8 cm płacono nawet 1,10 zł/kg. Więcej oferowano również za 'Golden Deliciousa' (1,30–1,40 zł/kg) i 'Galę' (1–1,10 zł/kg).

Najwięcej jabłek wysyłano z Polski na rynki wschodnie — oficjalnie na Ukrainę, Łotwę czy Litwę. Oceniano, że na przykład z rejonu sandomierskiego ekspediowano nawet po 180 tirów tygodniowo. Jak dotkliwy był deficyt jabłek za naszą wschodnią granicą, mogą świadczyć ceny tych owoców we Lwowie w pierwszych dniach grudnia — w supermarkecie kilogram importowanych jabłek kosztował tam, w przeliczeniu, 8 zł.

Były i inne doniesienia, które pozwalały spoglądać na Wschód z pewnym optymizmem. Z przecieków pochodzących z Niemiec (być może były one celowe) wynikało, iż bardzo prawdopodobne było zniesienie rosyjskiego embarga na polskie produkty rolne od 1 stycznia 2007 roku, co byłoby spektakularnym początkiem niemieckiej prezydencji we Wspólnocie. Podobne sygnały dochodziły również z Brukseli. Na stronach internetowych niemieckiej organizacji ZMP można było na początku grudnia znaleźć informację, że z początkiem stycznia Rosjanie ponownie wprowadzą embargo na żywność z Holandii.

Na marginesie tych rozważań warto się zastanowić, ile naprawdę wywozimy polskich jabłek za granicę, bo z pewnością nie cały eksport jest rejestrowany. Powszechnie wiadomo, że na rynku wschodnim działa na dużą skalę nie tylko obieg zastępczy, ale także instytucja „busiarza”. Zastępuje ona z powodzeniem „mrówkę”, powszechnie funkcjonującą w przypadku innych produktów, i pełni taką samą rolę. Po wschodniej stronie granicy stoi tir, a obok niego kolejka „busów”, czekających na rozładunek.

Skomplikowane bywają także drogi polskich jabłek w kierunku zachodnim. Wiele z nich opuszcza Polskę w holenderskich czy belgijskich opakowaniach, co niekoniecznie oznacza, że przeznaczone są do sprzedaży na tych właśnie rynkach. Do Czech i na Słowację wiele polskich jabłek „przecieka” ze strefy przygranicznej — nie tylko na zasadzie zakupów czynionych przez konsumentów, ale także przez mniejszych detalistów.

Wielu sadowników zastanawiało się, czy w grudniu owoce sprzedawać, czy jeszcze poczekać. Obserwowano szczególnie tendencję do „trzymania” 'Idareda', a pozbywania się jabłek innych odmian. Znajdowało to uzasadnienie w stanie fizjologicznym owoców (ostatnie zbiory trwały wyjątkowo długo i z pewnością w pierwszej kolejności trzeba sprzedawać „dorywki”, zwłaszcza Jonagoldów). Trzeba mieć na uwadze i to, że zapasy jabłek deserowych w chłodniach są w tym roku większe niż w ubiegłym sezonie. Profesor Makosz szacuje je na pół miliona ton, co, jak sądzę, nie jest wielkością zawyżoną. Jednoczesne pojawienie się na rynku takiej ilości jabłek z pewnością spowodowałoby jego załamanie. Racjonalna wydaje się zatem aktywność handlowa rozłożona na cały sezon.

Reforma rynku za progiem

W styczniu ma się pojawić unijny projekt rozporządzenia Rady (WE) z propozycjami rozwiązań stanowiących istotę reformy rynku owoców i warzyw, która ma wejść w życie od 2008 r. Brakuje jednak podstaw do optymizmu, przynajmniej dla polskich producentów owoców miękkich. Polska zmodyfikowana koncepcja dopłat do truskawek przemysłowych została przez Komisję Europejską odrzucona jako zakamuflowana wersja dopłat do produkcji. Ze znanych mi doniesień wynika natomiast, że zniesione zostaną dopłaty do przetwórstwa, ale przewiduje się rekompensatę dla producentów pomidorów, gruszek, brzoskwiń i cytrusów. W sprawie owoców miękkich i jabłek przemysłowych cisza.

Wygląda to tak, jakby Wspólnota w dalszym ciągu składała się prawie wyłącznie z krajów basenu Morza Śródziemnego. Tak przynajmniej wynika z wyliczeń, zgodnie z którymi po 2008 roku 98% środków finansowych przeznaczonych na dopłaty bezpośrednie trafi do Hiszpanii, Grecji, Włoch, Portugalii i Francji. Na przykład Grecja ma otrzymać ponad 186 mln euro, malutka Portugalia prawie 36 mln euro, zaś Polska — 6 mln euro(„Rynek Owoców i Warzyw”, 10.11.2006 r.).
Krótko mówiąc, producentom owoców i warzyw przemysłowych, którzy pomoc otrzymywali od 1996 r., trzeba jej zniesienie zrekompensować. Ale tacy sami producenci owoców i warzyw z Polski pomocy nie otrzymywali, więc i teraz nie dostaną prawie nic. Jest w tym zapewne jakaś logika, ja jednak nie potrafię jej zaakceptować. Pozostaje cień nadziei, że to ciągle tylko projekty.

Jedynym konkretem interesującym dla nas są — obowiązujące od 19 października ub. roku przez następne 6 miesięcy — cła zaporowe (34,2%) na chińskie truskawki mrożone. Po upływie tego okresu rozwiązanie to najprawdopodobniej obowiązywać będzie przez kolejne 5 lat, z możliwością zamiany cła na ceny minimalne. Te ostatnie uważane są przez wielu ekspertów za rozwiązanie (rozważana jest opcja 850–900 euro/t) lepsze niż żadne. Ale dotyczy ono tylko truskawek, zaś niewiadomą jest kurs euro w przyszłości. Ponadto, ceny minimalne w eksporcie mogą się przełożyć na ceny skupu, ale nie muszą.

Dynamika hurtowych cen jabłek na rynku warszawskim w sezonach 2004–2007

Wysokość oraz dynamika średnich cen owoców (w zł/kg) wybranych gatunków
i odmian na rynku warszawskim — grudzień 2006/grudzień 2005

Related Posts

None found

Poprzedni artykułWarzywa od trzech pokoleń
Następny artykułROLNICTWO EKOLOGICZNE BEZ NADZORU

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz treść komentarza
Wpisz swoje imię

ZGODA NA PRZETWARZANIE DANYCH OSOBOWYCH *

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany, podajesz go wyłącznie do wiadomości redakcji. Nie udostępnimy go osobom trzecim. Nie wysyłamy spamu. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem*.