765x100_Spotkanie_sadownicze

Sadownicze Przedwiośnie 2014

0
7324
Faktyczne przedwiośnie trwa na Sądecczyźnie od grudnia ubiegłego roku – mniej więcej od świąt Bożego Narodzenia nad regionem z kilkudniowymi przerwami ciągle wieje ciepły halny. Dzięki niemu najcieplej bywa w Zakopanem (będziemy mieli polskie Soczi i argument „za” organizowaniem tam zimowych igrzysk olimpijskich?) – nawet i +10 stopni Celsjusza. Tymczasem sądeccy sadownicy w tym roku opóźnili inaugurację swojego sezonu – tradycyjne „Sadownicze Przedwiośnie” w Brzeznej wyznaczono w tym roku nie na 2. a na 7 lutego.
Niewielka zmiana terminu nie wpłynęła na frekwencję, zapewne też nie ona była przyczyną wyraźnej zmiany w propozycji tematycznej zaproponowanej przez dyrekcję SZD w Brzeznej. Na wczorajszym seminarium były więc wystąpienia dotyczące bieżących problemów branży, ale większość czasu poświęcono na prezentacje konkretnych produktów handlowych, programów nawożeniowych i ochroniarskich. Sesji referatowej towarzyszyła wystawa maszyn oraz pokaz cięcia drzew. 

Organizatorzy Sadowniczego Przedwiośnia (od lewej): prezes Spółdzielni Ogrodniczej Ziemi Sądeckiej Zdzisław Wardęga, prezes SZD Brzezna Sp. z o.o. Dariusz Szewczyk, przewodniczący Stowarzyszenia Integrowanej Produkcji owoców “Podkarpacie” Krzysztof Gasparski

Utrzymać miejsce na podium
Organizatorzy „Przedwiośnia” (SZD Brzezna, Spółdzielnia Ogrodnicza Ziemi Sądeckiej i Stowarzyszenie Integrowanej Produkcji Owoców „Podkarpacie”) jako specjalnego gościa tegorocznego seminarium zaprosili prof. Eberharda Makosza, długoletniego dyrektora zakładu w Brzeznej. W swoim pierwszym po wielu latach wystąpieniu na „Przedwiośniu” ocenił on bieżącą sytuację na polskim rynku jabłek i krótko nakreślił najbliższe wyzwania dla branży. Jesienią zebraliśmy (szacunkowo) 3,1 mln ton jabłek. Obecnie w polskich chłodniach przechowuje się ich około 900 tys. ton – mniej więcej tyle samo, ile przed rokiem o tym czasie. Większe zapasy tych owoców są w pozostałych krajach UE. Do końca sezonu Polska powinna wyeksportować jeszcze około 500 tys. ton, co powinno się nam udać, jeśli tylko nie zajdą jakieś komplikacje w eksporcie do Rosji. Na tym rynku nie mamy cenowej konkurencji. Zmieniają się jednak jego potrzeby – sieci handlowe Moskwy szukają dobrego jakościowo jabłka odmian ‘Gala’, ‘Red Jonaprince’, ‘Golden Delicious’. Ale i ‘Šampion’, czy nawet Idared’ jeszcze jest na rosyjskim rynku akceptowany. Ceny jabłek są nieco wyższe niż przed rokiem. Trudniej jest teraz sprzedać koncentrat jabłkowy, rynek odczuwa niewielki zastój i dość niskie ceny. 
Przyszłość polskiego sadownictwa rysuje się optymistycznie. Tylko w Polsce rośnie produkcja jabłek – może ona wkrótce wzrosnąć do 4,3 mln ton co wysunęło by nas przed USA na liście czołowych producentów tych owoców. W polskich szkółkach brakuje drzewek – trzeba je zamawiać z dwuletnim wyprzedzeniem. Polscy sadownicy mając niższe, niż w innych krajach koszty produkcji (ok. 0,35 euro) są w stanie zaoferować swoje jabłka po cenie 0,4 euro – niemożliwej do uzyskania dla producentów w Holandii, Włoszech czy Francji.

Jednak sukces nie jest dany polskim sadownikom raz na zawsze. Utrzymanie zdobytej z trudem pozycji może się okazać zadaniem trudniejszym, niż samo jej osiągnięcie. Nadal najwyżej 60% polskich jabłek spełnia wymagania rynku owoców deserowych, zaś eksportem owoców zajmuje się kilkaset firm. Sadownicy z Południowego Tyrolu zbierają w swoich sadach około 80 % owoców deserowych, a handlem zagranicznym zajmują się tam dwie spółdzielcze firmy.

 



Prof. dr. hab. Eberhard Makosz omówił bieżącą i rysującą się sytuację na rynku polskich jabłek

[NEW_PAGE]

Uwaga na zmiany
Magdalena Jurczak (PIORiN O. Nowy Sącz) omówiła zmiany, jakie w przepisach i praktyce sadowniczej przyniosła obowiązująca od 1 stycznia integrowana ochrona roślin (ior). Najważniejszą z tych zmian jest pierwszeństwo wszystkich metod ochrony upraw przed metodą chemiczną. Rolnik (ogrodnik, sadownik) jest zobligowany do wykorzystania wszelkich możliwości tkwiących w doborze stanowiska, odmiany, przemyślanej agrotechnice, mechanicznych, fizycznych i biologicznych metodach ochrony, zanim sięgnie po preparaty chemiczne. Z tych zaś ma najpierw użyć tych najmniej szkodliwych, najbardziej selektywnych. Na pytanie czy podkreślane w ior wykorzystywanie chemicznych preparatów przede wszystkim w celach interwencyjnych nie kłóci się z najbardziej racjonalnymi z punktu widzenia sadowników programami profilaktycznego zwalczaniem chorób (np. parcha jabłoni) inspektor M. Jurczak uspakajała, że nie prezentowane założenia integrowanej ochrony nie są sprzeczne z dotychczasowymi koncepcjami zapobiegawczego używania preparatów chemicznych.

Inspektor Magdalena Jurczak (PIORiN N. Sącz) omówiła zmiany w przepisach związane z wprowadzeniem integrowanej ochrony roślin

Owoce pod kontrolą

Według dr Artura Miszczaka (IO) wprowadzenie ior oznacza dla sadowników między innymi nasilenie kontroli poprawności używania środków ochrony roślin. Z badań prowadzonych w laboratorium Instytutu Ogrodnictwa wynika, że w praktyce ochrony polskich sadów powtarza się kilka tych samych nieprawidłowości – na przykład używanie przez producentów niezarejestrowanych (wycofanych z użycia) preparatów czy prowadzenie ochrony w taki sposób, że w owocach stwierdzane są przekroczenia najwyższych dopuszczalnych pozostałości (NDP). Instytutowe laboratorium wykonuje rocznie ponad 1000 zamawianych przez sadowników analiz próbek owoców oraz ponad 300 analiz zlecanych przez MRiRW. W ostatnich trzech latach wyraźne są dwie prawidłowości. Po pierwsze ilość przekroczeń NDP jest stwierdzana w mniej niż 2% próbek z niewielką tendencją do obniżania się. Rośnie natomiast ilość próbek owoców, w których stwierdzane są nieprawidłowości w użyciu preparatów ochronnych. W 2011 roku takie nieprawidłowości wykryto w 2% badanych próbek, rok później – w ponad 9%, w ubiegłym roku – w 15%.

Dr Artur Miszczak przestrzegał przed zwiększaniem ilości kontroli zabiegów śor oraz coraz większą dokładnością metod analitycznych określania ich pozostałości w owocach, fot. K. Kupczak

 

Wychodzą błędy
Dr Krzysztof Rutkowski podzielił się spostrzeżeniami na temat problemów, jakie dotykają sadowników w bieżącym sezonie przechowalniczym. Sezon nie był zbyt łatwy, popełnione podczas uprawy błędy wychodzą podczas przechowywania. Do komór trafiło wiele owoców uszkodzonych przez grad. Takie jabłka nie mogą być przechowywane równie długo, jak zdrowe – szybciej oddychają, transpirują i koniec końców i tak trafiają do przemysłu, gdzie należało je skierować jeszcze jesienią, przed poniesieniem kosztów przechowywania. Trochę trudniej było wizualnie ocenić stopień oparzeń słonecznych na jabłkach. Paradoksalnie – im były one silniejsze, tym lepiej dla sadownika – wyraźne objawy uprzedzały o potencjalnych stratach związanych z decyzją o przechowywaniu takich owoców.

Jesienią sadownicy jak co roku mieli do czynienia z przeróżnymi odstępstwami od normalnego przebiegu dojrzewania owoców. Bywało, że późniejsze odmiany dojrzały gdzieś przed wcześniejszymi, co utrudniało planowanie prac i zapełnianie komór. Dr. K. Rutkowski przypominał, że decyzje o terminie zbiorów powinno się opierać na kilku wskaźnikach (co najmniej 2-3), ponieważ nie ma jednego uniwersalnie niezawodnego. Bywało, że sadownicy zignorowali jesienne przymrozki, które lokalnie wystąpiły w październiku ubiegłego roku i zaplanowali przechowywanie dotkniętych nimi owoców tak samo długo, jak całkowicie zdrowych. Nasilenie występowania schorzeń fizjologicznych podczas przechowywania jabłek jest konsekwencją wszystkich tych i innych jeszcze uchybień popełnionych w sezonie.

Dr Krzysztof Rutkowski (IO) – jak co roku w trakcie przechowywania ujawniają się błędy popełnione podczas sezonu w sadzie

pg

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz treść komentarza
Wpisz swoje imię