O POLSKICH SOKACH

    VIII Sympozjum Krajowej Unii Producentów Soków (26–28 kwietnia, Mikołajki) rozpoczęło się wystąpieniem prezesa tej organizacji Juliana Pawlaka. KUPS od dwunastu lat reprezentuje interesy zakładów produkujących soki pitne, a od roku także producentów soków zagęszczonych. Prezes stwierdził, że po upływie niemal dokładnie roku od przystąpienia Polski do Unii Europejskiej wiele branż przemysłu spożywczego może czuć się beneficjentem akcesji. Niestety przemysł owocowo-warzywny do tego grona nie należy.

    Polityka braku polityki


    Przyjęte przed wielu laty przez władze państwowe milczące założenie, że rynek sam ureguluje wszystkie prob­lemy przemysłu owocowo-warzywnego, okazało się kardynalnym błędem. Dlatego niezbędne jest opracowanie własnej strategii rozwoju branży i temu mają służyć cykliczne spotkania KUPS-u. Organizacja uczy się coraz szerszego współdziałania — na różnych płaszczyznach. Zaczyna postrzegać centralne urzędy i agencje jako partnerów w realizacji strategicznych interesów, a nie tylko spraw bieżących. Powołano sekcję do spraw surowców, która jest forum kontaktów z plantatorami warzyw i owoców, a jej członkowie uczestniczą w tworzeniu zasad kontraktacji, organizują monitorowanie nasadzeń i zbiorów oraz cen. KUPS, jak i inni uczestnicy rynku, dostrzega brak promocji polskich produktów branży ogrodniczej oraz naszego lobbingu w instytucjach unijnych. Zdaniem prezesa J. Pawlaka, polski przemysł przetwórczy ma ogromny potencjał, wiele atutów, ale i sporo słabych stron. Nie jest w pełni przygotowany do stawiania czoła wymaganiom globalnego rynku. Wspólnie branża ma większe szanse na wykorzystanie wszelkich dostępnych jej środków z UE, zanim nieuchronna liberalizacja handlu w ramach Światowej Organizacji Handlu (WTO) stanie się dodatkowym utrudnieniem rozwoju.


    Stabilne, ale z wahaniami


    Dr Bożena Nosecka z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej w Warszawie scharakteryzowała ostatnie lata, jako okres szybkiego wzrostu produkcji i eksportu zagęszczonych soków — zwłaszcza z owoców miękkich. Wolniej wzrasta produkcja soków pitnych. Wzrasta koncentracja produkcji, umacnia się przewaga cenowa polskich produktów nad sokami pochodzącymi z innych krajów UE. Ceny zbytu i eksportowe tej kategorii produktów są — w dłuższym okresie — stabilne, ale w poszczególnych latach ulegają silnym wahaniom. Utrzymuje się i pozostanie zagrożeniem konkurencja ze strony Chin. Nasz przemysł przetwórczy ma problemy ze zmiennością wielkości podaży surowców, co odbija się także na cenach skupu owoców i warzyw przeznaczonych do przerobu. Drugim niekorzystnym dla przetwórstwa zjawiskiem, wobec którego przemysł musi zająć stanowisko, jest stopniowa, ale już odczuwalna zmiana struktury nasadzeń. Odmiany najcenniejsze z punktu widzenia technologów przetwórstwa ustępują bardziej atrakcyjnym, deserowym, pozwalającym ogrodnikom osiągać lepsze ceny. Zagwarantowanie sobie bazy surowcowej wymaga — zdaniem dr B. Noseckiej — inicjatywy przede wszystkiem zakładów przetwórczych.


    Zmiany w handlu


    Nie omijają one kategorii soków i napojów owocowo-warzywnych. Wieloletnie tendencje w tym sektorze towarów przedstawiła Agnieszka Gosiewska z AC Nielsen — firmy zajmującej się informacją marketingową. W latach 2001–2004 ogólna liczba sklepów detalicznych była stabilna (zmiany 1–3%), najwyraźniej przybywało super- i hipermarketów. Pomiędzy rokiem 2002 a 2003 przybyło ich 11%, zaś pomiędzy rokiem 2003 a 2004 — 9% i w końcu tego ostatniego było ich w Polsce 2626. Handel tradycyjny (duże, średnie i małe sklepy spożywcze) dysponował wówczas 136 520 placówkami. Wzrosło jednak znaczenie handlu nowoczesnego (super- i hipermarkety). Pomiędzy rokiem 2003 a 2004 zwiększyły one sprzedaż artykułów spożywczych o 3% (z 30 do 33%). W tym samym czasie sprzedaż tej grupy towarów w handlu tradycyjnym spadła o 4% (z 67 do 63%).


    Ceny nie zależą od nas


    Gościem seminarium był szef duńskiej organizacji producenckiej Svend Jensen. Jego grupa powstała w 1953 roku, teraz liczy 95 farmerów produkujących rocznie 3000–5000 t owoców jagodowych — agrestu, czarnej i czerwonej porzeczki — oraz wiśni. Głównymi zadaniami grupy jest skup owoców od swoich członków, organizacja transportu i dostaw do przetwórni, z którymi ma podpisane umowy kontraktacyjne, przekazywanie należności za owoce na konta plantatorów, prowadzenie szkoleń i doradztwo. Grupa zatrudnia dyrektora biura oraz szefa sprzedaży. Władze tej OP to pięcioosobowy zarząd wybierany na dwuletnią kadencję w bezpośrednim głosowaniu na ogólnym zebraniu. Grupa jest właścicielem opakowań (skrzyniopalety 520-kg) dla owoców dostarczanych przez swoich członków, biuro — wynajmuje.


    Dużą wagę przywiązuje się do stałej informacji rynkowej — na bieżąco jest ona przekazywana farmerom. Szefostwo stara się także samo, lub z pomocą wynajmowanych specjalistów przekazywać członkom OP wszelkie informacje na temat dotacji i innych dostępnych środków pomocowych. Obecnie Duńczycy otrzymują z funduszy unijnych na działalność swojej grupy równowartość 4,2% obrotu oraz dopłatę do hektara ziemi w wysokości (w przeliczeniu) około 1380 zł. Ponadto rolnicy mogą ubiegać się o lokalne dotacje (do 50% kosztów) na przedsięwzięcia innowacyjne w produkcji. Ich celem jest zatrzymanie w gospodarstwach ludzi w wieku produkcyjnym. Organizacja negocjuje z odbiorcami swoich owoców ceny i są one zapisywane w umowie kontraktacyjnej. Ceny są ustalone przed kampanią zbioru, dzięki czemu przebiega ona bez niepotrzebnych napięć. Farmerzy z kolei bardzo starają się wywiązywać z przyjętych zobowiązań — jak mówił S. Jensen — w Danii jest bardzo ważne udowodnienie, że przez kilkadziesiąt lat grupa była niezawodna. W porównaniu z Polską Dania produkuje niewielkie ilości owoców. I tak, podczas kiedy z Polski pochodzi około 30% wiśni produkowanych w państwach UE, Dania dostarcza ich około 1%. W czarnej porzeczce różnica jest jeszcze bardziej przygniatająca — Polska zbiera 60–70% unijnych porzeczek, Dania — 4%. „To nie my ustalamy ceny tych owoców — musimy się podporządkować cenom, jakie ustala Polska” — stwierdził na zakończenie swego wystąpienia Svend Jensen.


    Czy mają rację bytu?


    Wątek konieczności organizowania sobie przez zakłady baz surowcowych podjął wiceprezes KUPS-u, a jednocześ­nie prezes Związku Sadowników Polskich Romuald Ozimek. Idea zakładania sadów przemysłowych nie od dzisiaj wywołuje gorące dysputy. Choć wśród sadowników przeważa pogląd o nieopłacalności takich nasadzeń, są i zwolennicy poszukiwania ekonomicznie uzasadnionych rozwiązań tego problemu. R. Ozimek zrelacjonował wyniki prac prowadzonych przez niemiecką grupę firm Hartinger na północnym wschodzie RFN. W doświadczalnym sadzie wytypowano dotychczas trzy odmiany spełniające oczekiwania producentów koncentratu soku jabłkowego. Trwają prace nad prototypem kombajnu do zbioru jabłek, szuka się optymalnych kształtów koron, systemów agrotechniki. Obiecująco wygląda kwatera z drzewami o koronach wyprowadzanych do wysokości 6 m, zapewniająca plony przekraczające 100 t/ha. (Więcej na ten temat postaramy się napisać w jednym z jesiennych numerów „Hasła Ogrodniczego”).


    Sroce spod ogona nie wypadliśmy!


    Prof. dr hab. Bogusław Gnusowski z Instytutu Ochrony Roślin w Poznaniu zapoznał zebranych na VIII Seminarium z wynikami przeprowadzonych w ubiegłym roku kontroli owoców i warzyw na obecność pozostałości środków ochrony roślin. Ślady tych preparatów znaleziono w 34,4% próbek, ale tylko w 1,8% próbek stwierdzono przekroczenie najwyższych dopuszczalnych poziomów pozostałości (NDP). Gdyby brać pod uwagę tolerancje unijne, a nie nasze, krajowe, odsetek ten wynosiłby tylko 1,5%. Taki wynik stawia Polskę wraz z Włochami i Wielką Brytanią na chwalebnym końcu szeregu państw, w których monitorowano pozostałości środków ochrony roślin w owocach i warzywach. Niechlubnymi liderami w tej klasyfikacji są mistrzowie marketingu i handlu — Holendrzy. W pochodzących z ich plantacji próbek aż 15,8% miało przekroczony NDP. Dokładni Niemcy osiąg­nęli 9,1% a ich austriaccy pobratymcy niewiele mniej — 8,4%. Poza tym wyprzedzili nas: Francuzi (7,8%), Belgowie (5,4%), Irlandczycy (4,7%), Szwedzi (4,4%), Hiszpanie (3,8%), Finowie (3,7%), Norwedzy (3,6%), Luksemburczycy (3,4%), Duńczycy (2,9%), Portugalczycy (2,8%), Islandczycy (2,5%), ogrodnicy z Liechtensteinu (2,4%) oraz Grecy (1,9%). Co jest niepokojące w wynikach tej kontroli, to stwierdzenie w 2,6% polskich próbek obecności preparatów niedopuszczonych do użycia w danej uprawie. Co prawda ten odsetek był nieco niższy, niż w roku 2003, ale jednak dużo wyższy od notowanych w latach wcześniejszych — w 2001 r. wyniósł 0,1%, w 2002 r. — 0,4%).

    ZOSTAW ODPOWIEDŹ

    Wpisz treść komentarza
    Wpisz swoje imię

    ZGODA NA PRZETWARZANIE DANYCH OSOBOWYCH *

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany, podajesz go wyłącznie do wiadomości redakcji. Nie udostępnimy go osobom trzecim. Nie wysyłamy spamu. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem*.